Zestaw
Przegląd rozmaitych typów zestawów rozpoczniemy od najczęściej stosowanego. Stanowi on swego rodzaju układ modelowy, najbardziej charakterystyczny dla łowienia odległościowego. I tylko dla niego; trudno coś podobnego znaleźć w jakiejkolwiek innej metodzie. Co więcej, nadaje się na większość łowisk typowych dla metody angielskiej. Będą to wody stojące lub cieki o nurcie słabym i umiarkowanym, o głębokości co najwyżej 3,5 m, ale raczej do 3 m. Siła i kierunek wiatru nie odgrywają roli; w tym sensie, że można się do nich dostosować już to zestawem, już to sposobem jego zarzucania. Spławik oczywiście będzie typu waggler. Jego wielkość i model zależą od obciążenia, jakie ma unieść, od odległości łowienia, od stanu wody itd. Wytrawni wędkarze angielscy z dużą precyzją dobierają do tego wszystkiego nie tylko rodzaj samego spławika, ale i materiały na poszczególne części: kiedy lepiej sprawi się antena trzcinowa, kiedy bambusowa, a kiedy z pawiego pióra; kiedy ma mieć średnicę jednolitą, a kiedy węższą końcówkę. Nie ma co w te subtelności wchodzić szczegółowo. Poprzestańmy na tym, że o ile w dobrych warunkach i przy łowieniu z niezbyt daleka wystarczają lekkie konstrukcje kilkunastocentymetrowe, o tyle przy wysokiej fali może zajść potrzeba założenia wagglera choćby i 80-centymetrowego; inaczej nie poradzimy sobie ze stałym obserwowaniem go Spławik na żyłce unieruchamiamy zaciskając po obu jego stronach śruciny -dwie lub więcej. Na tym ich rola się nie kończy. Współuczestniczą też w ciągnięciu reszty zestawu podczas rzutu; to ów wcześniej wspomniany taran, roztrącający powietrze. Ponadto ich skupienie w górnej części zestawu pozwala zmniejszyć ciężar jego części dolnej, tej bliższej rybie. To rozmieszczenie obciążenia ma zasadnicze znaczenie dla możliwości dalekiego zarzucania wędki bez jej splątania. Toteż trzeba bardzo starannie przestrzegać zarówno proporcji ciężarów w poszczególnych punktach, jak i odległości między nimi. Co do pierwszego, to całkowity ciężar skupiony przy spławiku musi przewyższać sumę umieszczonych poniżej, środkowy zaś musi być większy niż najniższy. Ten ostatni zależy od siły wiatru, a w pewnym stopniu także od prędkości nurtu. Im one większe, tym ta śrucinka cięższa. Czasami konieczne bywa, żeby była naprawdę spora, co oczywiście wpływa na obciążenie całkowite. Co do rozmieszczenia: śruciny środkowe powinny być zaciśnięte poniżej połowy odległości od spławika do haczyka, dolna zaś - poniżej połowy odległości od śrucin środkowych do haczyka. Na ogół dążymy do możliwie równomiernego rozłożenia obciążenia. Stąd przy umiarkowanych głębokościach śrucina najniższa wypada w odległości kilkudziesięciu (30-40) centymetrów od haczyka. Przy silnym wietrze jednak trzeba ją przysunąć bliżej - czasem nawet na odległość 10 cm. Ilustruje on zarazem tok postępowania. Jeśli, na przykład, nośność spławika ustalimy na siedem śrucin, głębokość łowienia zaś wynosi 2 m, to cztery śruciny zaciskamy przy spławiku, po dwie z każdej strony, dwie w odległości 90 cm od haczyka, jedną -tuż przy węźle przyponowym, o ile używamy przyponu typowej długości 40 cm. Jeśli jednak przyjdzie nam zarzucać pod silny wiatr, to tę siódmą przeniesiemy na przypon - tym bliżej haczyka, im wiatr mocniejszy. Inny przykład: nośność spławika ustaliliśmy na dwie śruciny, powiedzmy że wielkości AA. Zwykły podział, z oczywistych względów, nie wchodzi w grę. Ale przecież można je zmienić na cztery śruciny BB. Dzieląc je w stosunku 2:1:1 nadal nie spełnimy sformułowanego wyżej warunku nieplątalności - że każdy wyższy element obciążenia musi przeważać nad tym, co pod nim. Nie pozostaje więc nic innego, jak jedną śrucinę BB podzielić na dwie nr 1. Wtedy przy spławiku możemy dać dwie BB plus jedną nr 1 (albo jednaj plus jedną nr 1), poniżej połowy zestawu - jedną BB, przy węźle przyponowym - jedną nr 1. Tak wynika z rozważań czysto rachunkowych. Można jednak podejść inaczej. Zauważmy, że tak lekki zestaw nadaje się raczej do łowienia z niedużej odległości. Możemy sobie zatem pozwolić na nieznaczne przeciążenie spławika. Dajmy więc przy nim trzy śruciny BB (albo jednaj i jedną BB), pośrodku jedną BB; w ten sposób wyczerpaliśmy nośność spławika. Ale przecież zdecydowaliśmy się na jego przeciążenie. Dajmy więc przy przyponie jedną śrucinkę nr 8. Nie powinna ona przeważyć na tyle, by z wody wystawał zbyt krótki odcinek antenki, a pozwoli na dochowanie zasady. Jak do każdej, i do niej jednak należy zawsze podchodzić z głową. I tak na przykład przy delikatnym łowieniu z dużej odległości w wodzie wzburzonej może się opłacić zrezygnowanie z ciężarków pośrednich. Dla zwiększenia czułości zestawu można też ciężarki dolne, a czasem i środkowe, rozłożyć; trzeba się jednak liczyć z tym, że zarzucenie bez splątania będzie w takim razie wymagało sporych umiejętności. Wbrew teoretycznej niepoprawności układ taki sprawuje się świetnie. Ma jedynie skłonność do pokazywania fałszywych brań. Można tego jednak uniknąć przez niewielkie niedociążenie spławika, tak by antenka wystawała o 2 do 3 cm bardziej niż normalnie. Brania są tak wyraźne, jak gdyby był wyważony na włosek. Kiedy głębokość łowiska jest zbliżona do długości wędziska, a tym bardziej kiedy ją przekracza, łowienie ze spławikiem unieruchomionym na żyłce staje się niemożliwe. Trzeba przejść na wersję przelotową. Oczko w jego dolnym końcu musi wtedy być na tyle małe, by nie przechodził przez nie węzeł ograniczający. Sporządza się go z żyłki co najmniej 0,20, by miał odpowiednią objętość. Należy pozostawić wąsy długości około 1 cm; dzięki nim będzie się znacznie łatwiej prześlizgiwał przez przelotki. Przy spławiku przelotowym rozkładanie obciążenia na dużym odcinku żyłki traci sens. Wystarczy, jeśli ciężar największy znajdzie się w odległości nieco ponad metr od haczyka - powiedzmy: 1,2 m; ale nie bliżej, gdyż nie unikniemy częstych splątań. Następny ciężarek (jedna lub dwie śruciny) znajdzie się w połowie tej odległości, ostatni - między nim a haczykiem. Uwaga ogólna: przy łowieniu ze spławikiem przelotowym trzeba stosować obciążenie większe niż przy stałym. Musi ono pokonać opory przechodzenia żyłki przez oczko, powodując, że całkowite opadnięcie zestawu nie zajmie więcej niż kilka sekund. Wadę takiego układu klasycznego stanowi, iż przy zarzucaniu obciążenie główne lubi się oddzielać od spławika. Jako lżejszy i stawiający w powietrzu większy opór, a przy tym nie zablokowany na żyłce (bo przecież węzeł jest jeszcze daleko), pozostaje on z tyłu. To rozdzielenie trzonu nośnego prowadzi do częstych splątań. Sposób na to znalazł wspomniany wcześniej łan Heaps, mistrz świata z roku 1975, dobrze znany ówczesnym kibicom bydgoskim. Wpadł na pomysł, by obciążyć sam spławik. Ściślej ujmując -by znane już wcześniej samogruntujące spławiki angielskie dostosować do tego właśnie celu. Jeśli więc na przykład nośność spławika wynosi pięć śrucin AA, ciężar równoważny trzem takim dokłada się do spławika, pozostałe zaś dwie - lub odpowiednie ich równoważniki - rozmieszcza na zestawie. Dla uniknięcia splątań trzeba przestrzegać zasady, że ciężarek najniższy musi się znajdować bliżej haczyka niż ciężarka pośredniego, ten zaś - bliżej najniższego niż najwyższego (podtrzymującego spławik podczas rzutu). Nad tą śruciną najwyższą, stopującą spławik, należy umieścić kawałek koszulki igelitowej. Będzie on amortyzował uderzenia oczka o ołów, nie dopuszczając do uszkodzeń i odkształceń, mogących prowadzić do osłabienia żyłki. Obciążyć spławik można na różne sposoby. Jeden z nich to zastosowanie metalowego (najlepiej mosiężnego) statecznika, od razu z oczkiem. Inny to nawinięcie drutu ołowianego lub lutowniczego. Aby dobrać jego ilość, praktycznie jest dowiązać do spławika kawałek żyłki z obciążeniem przypadającym na zestaw (w naszym powyższym przykładzie - dwie śruciny AA) i umieściwszy spławik w wysokim naczyniu (np. butelce plastikowej z uciętą szyjką) z wodą dodawać drutu aż do osiągnięcia właściwego wyważenia. Wówczas drut nawinąć na dolną część spławika starannie, zwój przy zwoju, i powlec lakierem albo klejem epoksydowym. Oryginalnym pomysłem wędkarzy z polskiej czołówki wyczynowej, zrzeszonych w sławnym swego czasu klubie Cyprinus, spławik z korpusem w formie zasobniczka, w którym można umieścić śruciny, a w miarę potrzeby dowolną ich liczbę przenosić na żyłkę, bez zmiany wyważenia całości. Jako sposób doraźny (sprawdzenie innej głębokości łowienia, wstępna przymiarka wyważenia) można potraktować przełożenie przez oczko krótkiego kawałka żyłki, złożenie go we dwoje i zaciśnięcie odpowiedniej liczby śrucin na obu końcach na raz. Jeszcze bardziej prowizoryczne (ale do czegóż to życie nie zmusza...) jest oklejenie dołu spławika gęstą pastą przynętową lub czymś w tym rodzaju. Z powodów, o których będzie mowa dalej, w wodach o szybkim nurcie waggler staje się nieprzydatny. Trzeba wówczas przejść na tradycyjny sposób mocowania - dwupunktowo. Nadają się do tego spławiki typu Avon, Stick lub Balsa. Upraszcza się wówczas obciążenie. Wystarcza kilka śrucin w odległości 40-50 cm od haczyka oraz jedna doważająca, mniejsza niż tamte, w połowie tej odległości. Ale i zwolennicy obciążenia rozłożonego mogą je zastosować, z korzyścią dla wyników. Trzeba wówczas przyjąć łączny ciężar większy niż przy obciążeniu skupionym dla tych samych warunków, a więc i spławik pokaźniejszy. Uzyskuje się za to większą giętkość zestawu, lepsze podanie przynęty i łatwiejsze prowadzenie. Z kolei jednak splątania zdarzają się częściej, przynajmniej jeśli zarzuca się w sposób normalny, znad głowy. Znacznie lepiej w tym wypadku stosować rzut poziomy. W ciekach, których głębokość przekracza 3 do 3,5 m, trzeba użyć dwu-punktowo mocowanego spławika przelotowego. Nawet przy dokładnie równoległym ułożeniu oczek dolnego i górnego oraz należytym oddaleniu żyłki od korpusu, opory jej przesuwania są spore. Aby więc przynęta opadała wystarczająco szybko (ważne zwłaszcza przy szybkim nurcie i dużej głębokości), konieczne jest porządne obciążenie. Toteż spławik na ogół ma rozmiary imponujące. Rozłożenie obciążenia arcyproste: jeden ciężarek (kilka dużych śrucin lub unieruchomiona łezka) około pół metra od haczyka i w połowie tej odległości mała śrucinka sygnalizacyjna. Drugą małą śrucinkę zaciska się o metr albo nieco więcej od haczyka. Pełni ona rolę ogranicznika. Nie dopuszcza, by podczas zarzucania wędki spławik opadał na ciężarek główny. Nad nią również, jak w zestawie z wagglerem przelotowym, dobrze jest umieścić amortyzatorek igelitowy, by uchronić ją przed zbijaniem, sklepywaniem przez oczko spławika, bądź co bądź ciężkiego. Stosowanie obciążenia rozłożonego nie jest w tym wypadku wskazane. Takie bowiem nie zapewni należycie szybkiego opadania przynęty.

Pogoda

Niedziela, 05 września 2010

Pochmurno

Temperatura:
od 8 °C do 16 °C

Kierunek wiatru: północno-wschodni

Szybkość wiatru:
14.4 km/h

Czynnik chłodzący: 12.62°C

Wschód: 05:59
Zachód słońca: 19:21

Nawigacja

Logowanie

Użytkownicy online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 1 gość.