Prezes Bedyński poinformował mnie o istotnych zmianach, które ZO przygotował dla wędkarzy w 2007 roku.
Pierwszą jest udostępnienie w ramach opłaty okręgowej jezior mazurskich, na których gospodaruje Okręg Mazowiecki. W tym roku oprócz jezior udostępnionych wcześniej, członkowie Okręgu Mazowieckiego bez dopłaty będą mogli łowić na jeziorach: Wałpusz, Warchały, Rekowo, Płociczne, Sedańsk, Sasek Wielki, Narty, Małszewo, Kobylocha, Grom, Głęboczek, Isąg.
Drugą zmianą są ograniczenia w dopuszczeniu trollingu w wodach Okręgu Mazowieckiego. W 2007 r. będzie obowiązywał zakaz trollingu na Narwi, z wyłączeniem obwodu rybackiego Narew nr 7, czyli Zalewu Zegrzyńskiego.
Tutaj pozwolę sobie na kilka zdań komentarza. Ograniczenie trollingu - według słów prezesa Bedyńskiego - przeforsowali działacze, którzy widzieli konflikt interesów pomiędzy wędkarzami łowiącymi metodami gruntowymi - głównie z brzegu, a trollingowcami. Przeważyła zasada racji większości i ja z nią nie dyskutuję, choć uważam, że te konflikty wynikają nie z metody połowu, tylko ze zwykłego braku kultury. Dotyczy to zarówno spławikowców, którzy przeklinają trollingowców pływających 100 metrów poza zasięgiem rzutu gruntówki, jak i trollingowców nie zauważających wędkarzy na brzegu. Na wąskiej i obłożonej dużą presją Narwi do takich konfliktów dochodziło i choć były incydentalne, to odbijały się głośnym echem po wodzie. To echo doszło na Twardą, a ponieważ we władzach niewielu jest trollingowców, więc zwyciężyła opcja gruntowo - spławikowa. Myślę, że trochę pochopnie. Od Prezesa wiem, że rozpatrywana była opcja dodatkowej opłaty za trolling - zakaz wprowadzono, gdyż nie było czasu na rozpatrzenie rozwiązań alternatywnych (koniec roku). Jednak Prezes obiecał, że temat powróci na posiedzenia Zarządu w przyszłym roku. Opcja dodatkowej opłaty też jest dyskusyjna, ale bardziej do przyjęcia niż całkowity zakaz dla wędkarzy, którzy na doskonalenie trollingu poświęcili dużo czasu i pieniędzy. Na pewno dodatkowa opłata ograniczyłaby tzw. trolling imprezowy, gdzie wędki są tylko dodatkiem dla dobrej zabawy na łodzi - często obficie zakrapianej, a myślę, że to właśnie wędkarze preferujący ten odłam trollingu tworzą negatywny wizerunek tej metody. Prezes Bedyński powiedział jednak również coś, co każe wątpić w kompetencje niektórych członków Zarządu. Jego zdaniem część Zarządu Okręgu nie uważa trollingu za wędkarstwo.
Panowie wybaczą, ale to jest kompromitacja, świadcząca o kompletnej nieznajomości przedmiotu. Skuteczny trolling, jak każda inna dziedzina wędkarstwa, wymaga zaangażowania i długotrwałej nauki. Oczywiście, specyfika metody sprawia, że przypadkowe złowienie ryby jest bardziej prawdopodobne, niż podczas przepływanki czy spinningu, ale powtarzalne, dobre efekty odnoszą tylko ci trollingowcy, którzy wiedzą, jakiej przynęty użyć na danej wodzie i w określonych porach roku (z jaką prędkością i w jaki sposób ją poprowadzić), którzy umieją, korzystając z echosondy, pływać tak, by trolling był świadomy i skuteczny. Doskonale to widać po wynikach grupowych wypraw do Skandynawii, w których uczestniczę, gdzie wszyscy łowią na trolling. Neofita może przypadkiem złowić największego szczupaka wyprawy, ale statystycznie złowi wielokrotnie mniej ryb od doświadczonego trollingowca. Nie chcę tu tworzyć podziałów, ale wydaje mi się, że trolling wymaga nieco więcej wiedzy od zarzucenia lasu gruntówek z dendrobeną, a to właśnie ci obstawieni gruntówkami „wędkarze biwakowi", robiący więcej hałasu nad wodą niż wszystkie silniki trollingowych łódek, najbardziej protestują przeciw trollingowi. Tym wędkarzom niczego się nie wytłumaczy, ale kompromitująca jest we władzach największego okręgu w Polsce obecność ludzi prezentujących podobne poglądy. Posługiwanie się stereotypami powstałymi na podstawie tej czarniejszej strony każdej metody może doprowadzić do sytuacji, że władze prospinningowe zakażą gruntówki, bo „grunciarze śmiecą i przeszkadzają spinningistom", władze spławikowe zlikwidują spinning, ponieważ szarpakowcy po sługują się wędką spinningową. W innym okręgu zakaże się muszkarstwa, gdyż muszkarze depczą tarliska i zabierają nad komplety, a w jeszcze w innym zlikwiduje się spławikowców, bo zakwaszają wodę zanętami. Za chwilę Niemcy zamkną granice ponieważ Polacy kradną...
Opamiętajcie się Panowie Działacze! Zwalczać trzeba patc logie masowe, które naprawdę niszczą ryby, a nie zajmowa się nieważnymi drobiazgami, które niczego nie poprawią, jedynie skłócą środowisko wędkarskie.
Zakaz trollingu

