Za przykosą


Uwielbiam poznawać nowe łowiska. Na zawodach penetrowanie nieznanych odcinków jest bardzo ryzykowne, ale daje też podwójną satysfakcję. Oczywiście, jeśli uda się coś złowić.


Zawody z cyklu GP w na Wiśle w Grudziądzu. Potężna rzeka, świetne łowiska, woda aż pachnie rybami. Przed imprezą nie rozpoznałem tego odcinka, muszę kierować się intuicją.
Nastawiłem się na szczupaki. Pierwszego dnia złowiłem jednego i - co najważniejsze-odkryłem, w jakich miejscach ustawiają się te drapieżniki. Otóż należało je łowić przy samych ostrogach, na krawędzi stoku i płaskiego dna basenu od strony zapływowej. Miejsca te były najeżone faszyną, rwało się mnóstwo gum, ale ryby tam były. Szkoda, że wpadłem na to dopiero pod koniec pierwszego dnia.
Przed 2. turą byłem spokojny. Wiedziałem, że złowię komplet (2 sztuki, wymiar 50 cm). Tylko, ile mi to zajmie czasu?
Pierwszego 55-cm szczupaka złowiłem przy starcie, 5 minut od rozpoczęcia tury. Oczywiście, ryba wzięła przy samej ostrodze. Z tego miejsca wyciągnąłem jeszcze 3 sztuki niewymiarowe (40-47 cm).
Postanowiłem iść w górę rzeki i po kolei obławiać wszystkie wolne ostrogi. Nie było ich wiele. Szedłem, i szedłem, i nic.
Po 3 km stanąłem nad dziką burtą. Wszystkie miejsca były obstawione. Kilometr dalej znowu były główki.
Do końca tury pozostały 3 godziny. Zszedłem na ostrogę. Stanąłem u jej nasady i zacząłem obławiać stok główki. Urwałem kilka gum. Już chciałem iść dalej, ale wcześniej spojrzałem na napływ. Aż mnie zatkało. Powyżej główki do środka rzeki wodę marszczyła przykosa. Na wysokości wyżej położonej ostrogi znajdował się płyciutki kant.
Zarzuciłem gumę na piach i ściągnąłem z prądem w przegłębienie. Okazało się, że w przegłębieniu jest metr wody. Wachlarzem obłowiłem głębszą część przykosy aż do warkocza ostrogi, na której stałem. W końcu wykonałem rzut w dół, ale daleko w nurt. Sprowadzałem perłowy twister do warkocza. W nurcie było płytko, najwyżej metr. Ale nagle, przed warkoczem dno gwałtownie obniżyło się do kilku metrów. Nurt wymył w basenie głęboką rynnę.
Gdy czekałem, aż twister opadnie do dna, nastąpiło pstryknięcie z opadu. Szybko wyholowałem 60-cm szczupaka. Gdy szukałem miejsca do podebrania, drapieżnik dał susa w faszynę pod główką. Urwałem zestaw. Mój błąd...
Kolejny rzut w nurt, tym razem tylko 2 metry powyżej warkocza, tuż przed uskok. Dwa skoki i guma zaczyna opadać wzdłuż krawędzi. Kolejne branie z opadu. Szczupak ma 45 cm. Następny jest jeszcze mniejszy.
Każde zarzucenie kończy się pstryknięciem z opadu. Rewelacyjne miejsce. Wiem, że za chwilę złowię wymiarową rybę. Trafiłem na zgrupowanie szczupaków.
W bodajże szóstym rzucie łowię 55-cm szczupaka. Mam komplet, ale żal mi schodzić z tej ostrogi.
Kolejny raz potwierdziło się to, co powtarzam od lat: w wędkarstwie najważniejsza jest umiejętność czytania wody. Trzeba bacznie obserwować, co dzieje się dookoła. I szukać, próbować. Nie ma cudownych przynęt - są dobre miejscówki.

Pogoda

Niedziela, 05 września 2010

Pochmurno

Temperatura:
od 8 °C do 16 °C

Kierunek wiatru: północno-wschodni

Szybkość wiatru:
14.4 km/h

Czynnik chłodzący: 12.62°C

Wschód: 05:59
Zachód słońca: 19:21

Nawigacja

Logowanie

Użytkownicy online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 1 gość.