W pełnym morzu
We względnie niewielkiej odległości od brzegu, gdzie głębokość morza sięga 8-12 m, oprócz wszędobylskiego dorsza można także złowić piękne sandacze czy okonie; słyną z tego zwłaszcza okolice Dziwnowa. W oddaleniu większym, kilku do kilkunastu mil, podstawową rybą pozostaje dorsz. Mogą się wprawdzie zdarzyć inne. Mistrzostwo Polski w wędkarstwie morskim w roku 2001 przyniosło Ryszardowi Ornatowi ze Szczecina złowienie 12,1-kg troci wędrownej. Niemniej takie zdarzenia możemy traktować tylko jako urozmaicenie - szczęśliwe, lecz przypadkowe. Podstawą jest dorsz, i to przede wszystkim okazy nie tak wielkie: 1-3-kg. Duże, 6-10-kg, zdarzają się rzadko. Ale przy sprzyjającej pogodzie można też liczyć na olbrzymy 10-20-kg. Na najpiękniejsze okazy trafimy zwykle przy kamiennych górkach, w pobliżu wraków. Na odległości mniejsze, na których zachowuje się kontakt wzrokowy z brzegiem, przy sprzyjających warunkach pogodowych można wypływać łodziami motorowymi (oficjalnie: małymi środkami pływającymi). Muszą być wyposażone w odpowiednie środki ostrzegawcze. Szanse na bardziej atrakcyjny połów z takiej łódki są raczej niewielkie. Znacznie atrakcyjniej się wędkuje z kutrów rybackich, którymi się wypływa znacznie dalej. Możliwości szerokiego korzystania z nich pojawiły się w początkach lat 90. Z jednej strony sprawiła to liberalizacja przepisów granicznych. Z drugiej - drastyczne obniżenie opłacalności połowów rybackich spowodowało, że coraz więcej właścicieli kutrów przestawia się na obsługę turystyki wędkarskiej. Wzrost zainteresowania nią wynika nie tylko stąd, że możliwe staje się korzystanie z dużego środka pływającego i wypływanie daleko w morze pod opieką fachowca, jak tego wymagają przepisy. Liczy się także, że zna on łowiska i rozporządza technicznymi możliwościami umiejscowienia ławic ryb. Główne cztery ośrodki takiej turystyki to obecnie Darłowo, Łeba, Kołobrzeg i Władysławowo. W Świnoujściu próbowano, ale na razie zaniechano; płaskie dno ciągnie się daleko, także na znacznym obszarze woda jest silnie wysłodzona (ujście Odry), na atrakcyjniejsze łowiska trzeba więc płynąć aż pod Bornholm. Zasadniczo każdy łowiący powinien się zaopatrzyć o odpowiednie zezwolenie Urzędu Morskiego. Bywa jednak, że na rzecz wędkujących odpowiednią licencję wykupuje szyper. Co do tego trzeba się upewnić. Warto mieć paszport, choć nie jest to rygorystycznie wymagane. W zasadzie nie ma okresów szczególnie polecanych na dorsza. Jeśli już, to można wskazać żerowanie wiosenne, przypadające na kwiecień i maj. Dorsze wówczas podążają za śledziami, odbywającymi tarło. Drugi lepszy okres nastaje jesienią, we wrześniu-październiku. W tym czasie jednak przeszkadza pogoda: przy sile wiatru powyżej 4 stopni Beauforta, a to w tym okresie zdarza się często kapitanaty nie zezwalają wypływać. Dla brań pogoda nie ma znaczenia; jeśli już, to najgorsza jest akurat bezwietrzna (flauta). Przy łowieniu z łódki warto mieć na uwadze wspomniany wcześniej okres letni, kiedy to za ławicami śledzi pod sam brzeg podchodzą drapieżniki. Okres ochronny na dorsze, ustalany każdorazowo przez właściwy Urząd Morski (zwykle w lipcu), obowiązuje tylko rybaków zawodowych. Do łowienia sportowego nie ma zastosowania. Łowienie z kutra nakłada szczególne wymagania na sprzęt. Wędzisko - najlepiej 2,70 do 3 m, a już nie więcej niż 3,6 m. Przy dłuższym trudno uniknąć uderzania o reling czy wanty. Niełatwo też się zdejmuje ryby z haczyka. Łatwiej za to o kolizję z sąsiadami; w rejs rusza zwykle cała grupa. Przy krótszym wędzisku nie można byłoby zestawu uzbroić w troki. Co prawda, w Bałtyku akurat nie zawsze poprawiają one wynik. Komplet dozwolonych pięciu raczej ryby odstrasza. Od nadmiaru przynęt ryba wariuje, jak powiadają praktycy. Ciężar wyrzutowy nawet 300 g, a co najmniej 150 g. Przy spokojnej pogodzie sprzęt może być lżejszy. Jeśli jednak trafi się okaz 10-20-kg (przy flaucie, skądinąd niezbyt korzystnej, to całkiem prawdopodobne), słabym sprzętem nie da się go wyciągnąć; dorsz to silna ryba. Wytrzymałe, oczywiście, musząbyć przelotki. Linka - najlepsza jest plecionka. Łatwiej z nią o rzuty na duże odległości. Skuteczniej się też z nią łowi przy dalszym wyrzucie; nierozciągliwa, zapewnia pewniejsze zacięcia. Ponadto jest bardziej wytrzymała niż żyłka: przy grubości 0,18-0,25 odpowiada żyłce 0,70-0,80. I te grubości zazwyczaj się stosuje. Oprócz bowiem ryby linka musi wytrzymać spory ciężar przynęty (o czym niżej). Co prawda, niektórzy wolą mniejsze grubości (np. plecionka 0,13-0,20), w połączeniu ze lżejszymi przynętami. Warto używać barwionej, typu fluo. Dorszowi to różnicy nie sprawia. Ale przy sztywnym wędzisku drgania szczytówki nie sygnalizują brań czytelnie. Widać je natomiast doskonale w miejscu zetknięcia fluoryzującej plecionki z wodą. Porządna linka służy dwa lub trzy sezony -jeśli się, oczywiście, nie łowi w miejscach z zaczepami. Na wszelki wypadek co kilka wędkowań warto odciąć końcowy, często pokaleczony odcinek 3-A m. Pomaga to przy okazji chronić kołowrotek przed szybkim zniszczeniem. Sam kołowrotek nie musi być tak rzetelny jak przy łowieniu z plaży. Powinien mieć mocną przekładnię ślimakową (nie hipoidalną) oraz dobry hamulec. Szpula ma mieścić co najmniej 100 m linki. Nie stosuje się przynęt naturalnych. Jeśli chodzi o sztuczne, to do wyboru pozostaje zestaw całkiem obszerny. Do najpopularniejszych należą rozmaite pilkery-rodzaj ciężkich błystek. Niektóre to po prostu coś jakby skośnie ścięty odcinek pręta metalowego. Dawniej sporządzano takie samodzielnie. Np. chromowaną na połysk rurkę stalową ścinano na kiełbaskę i zalewano ołowiem. Przy średnicy około 1,3 cm oraz długości 10 cmpilker taki waży około 200 g. Inną prostą i lekką błystkę wycinano z 5-mm płaskownika stalowego (im cięższy metal, tym lepiej), chromowano i ewentualnie oklejano folią odblaskową. Dziś oferta sklepowa jest tak bogata i tania, że za takie dłubanie biorą się tylko hobbiści majsterkowicze. Inny rodzaj pilkerów to imitacja ryby. Kształt jest ważny o tyle, o ile wynika z niego sposób pracy pilkera. Chodzi o to, by w toni błyskał. To zależy m.in. od wyważenia, czyli od rozłożenia ciężaru wokół osi podłużnej. Pilker, ujęty palcami za kółka łącznikowe przednie i tylne (zwykle trzeba do tego użyć dwóch rąk), powinien pozostawać w każdej pozycji, jaką mu zadamy. Jeśli stale wraca do jednej, to i ciągnięty w wodzie ją przybierze. Nie będzie chybotał i rozsyłał błysków w różnych kierunkach. Taki niewyważony pilker można czasem poprawić przez odpowiednie wygięcie. Serię błysków wysyła przy ściąganiu także wspomniany pilker ścięty, jeżeli z linką połączymy go poprzez krętlik. Barwę i wielkość przynęty trzeba dobrać doświadczalnie. Na Bałtyku dość często sprawdzają się pilkery srebrzyste. Zapewne dlatego, że znaczącą część dorszowego pożywienia stanowią obficie tu występujące śledzie i szproty, koloru właśnie srebrnego (od strony, z której on je widzi). Ważne: im pochmurniej, tym przynęta powinna być ciemniejsza, im słoneczniej - tym jaśniejsza. Błędne jest dość powszechne przekonanie, że kolorystyka błystki ma wyrównywać niedostatki oświetlenia. To zasadniczy błąd: jasna przynęta w ciemny dzień. Ubarwienie ryby nie jest stałe. W jakimś zakresie podlega powszechnej zasadzie mimikry. Ciemnieje, gdy jest ciemno, jaśnieje - gdy jasno. I tak ma to zakodowane drapieżnik. W dzień pochmurny naturalnie dla niego wygląda ryba-ofiara ciemniejsza. Zawsze też warto uwzględnić kąt padania promieni słonecznych i pilker starać się orientować tak, aby dawał jak najwięcej błysków. Pilkery z reguły bywają najskuteczniejsze. Żeby jednak życie wędkarza nie było zbyt jednostajne, bywa akurat odwrotnie: dorsze biorą na wszystko oprócz pilkera. Wówczas można założyć tzw. główkę albo haczyk z ciężarkiem. Na troki (przypomnijmy: nie przesadzać z ich liczbą) - warto założyć przynęty z miękkiej gumy (często się używa niemieckiej nazwy weichplastik): tzw. kogut, mątewki, kałamarnice, węgorzyce. Niektóre firmy oferują gotowe zestawy; u nas się na razie nie przyjęły. Warto jeszcze wspomnieć, że na zawodach obowiązują pewne ograniczenia co do przynęt: albo pilker z dwiema kotwicami, albo pilker z jedną kotwicą i wówczas można założyć jeden trok, albo pilker bez uzbrojenia i dwa troki. Do pracy w wodzie morskiej muszą być także przystosowane uzupełniające elementy zestawu. I tak np. używajmy kółek łącznikowych nie tylko na nią odpornych, co oczywiste, ale także specjalnie wyginanych: zakończenie pierścienia zewnętrznego w jednej płaszczyźnie z wewnętrznym. Można powiedzieć, że jakiś udział w łowieniu bierze też sam kuter. Chociażby przez to, że ryby słyszą jego silnik, co zresztą ich bynajmniej nie płoszy. Wręcz obserwuje się tzw. efekt śruby: wzmożone brania w czasie, kiedy ona szczególnie mocno pracuje. Następuje to zarówno przy odpływaniu na inne łowisko czy z powrotem do portu, jak i przy napływaniu nad ławicę. Kiedy szyper ją wykryje echosondą, wyhamowuje kuter przez przełączenie na napęd wsteczny. Potem jeszcze się nieco cofa. Obroty ostro pracującej śruby powodują powstanie mnóstwa pęcherzyków. Migotanie tysięcy srebrnych punktów wprawia dorsze w istny amok. Biorą wtedy szczególnie intensywnie. Znaczenie ma także miejsce, stanowisko, jakie się na kutrze zajmuje. Najkorzystniejsze są dziób i rufa. Możliwe kierunki rzutu tworzą tam wachlarzyk, można więc zarzucać wędkę pod różnymi kątami. Z boku, wzdłuż burty, jest wąsko. Oczywiście, jeśli szyper zabrał pełną obsadę wędkarską. Co do tego, czy lepsza jest strona zawietrzna, czy nawietrzna, zdania są podzielone. Chodzi o to, czy wygodniej jeśli zestaw wpływa pod kadłub (a ściślej: czy kuter napływa na zestaw), czy też od niego odpływa. To zależy od sposobu podawania przynęty. I odwrotnie: sposób ten można przecież dostosować do tego, jak względem wiatru jest zorientowana nasza burta. Przy zarzucaniu wędki uważajmy, by nie przerzucić zestawu sąsiada. Nie mu simy się natomiast martwić o to, co przed nami, nawet jeśli naprzeciw mamy drugi kuter. Odległość między takimi jednostkami przepisy ustalają na 1 kabel (1/10 mili morskiej, 185,2 m); tyle z pewnością nie dorzucimy. Sposób prowadzenia przynęty zależy od jej rodzaju. Niektóre pilkery są konstrukcyjnie przystosowane do spiningowania pionowego - pracują przy ruchach w górę i w dół. Częściej się jednak przynętę zarzuca możliwie daleko i ściąga skokami, nadając jej ruch pilkowaty. Najpierw podrywamy ją od dna przez płynne uniesienie szczytówki. Teraz odliczamy, by przez kilka sekund wędrowała w toni, prowokując do zaatakowania. Następnie szczytówkę opuszczamy, nawijamy luźną żyłkę i wszystko zaczynamy od nowa. Dorsz często atakuje w chwili oderwania przynęty od dna. Na ogół woli przy tym ciągniętą szybko. Nieraz jednak wręcz przeciwnie. Unikajmy szarpania, którego skutkiem bywa zaczepianie ryby z zewnątrz pyska, o płetwy itd. Naszą ambicją niech będzie sprowokowanie dorsza, żeby to on atakował. Ponadto tak zaczepioną rybę bardzo trudno wyholować; może to słuszna kara za niesportowe zachowanie? Branie zazwyczaj widać na szczytówce. Niektórzy łowią bez patrzenia, zdają się na to, że uderzenie wyczują ręką. Sposób zacinania, oczywiście, zależy od tego, czy branie nastąpiło przy burcie czy na głębokości. Najtrudniej dorsza oderwać od dna. Przy sztukach ponad 10-kilogramowych Najtrudniej dorsza oderwać od dna. Przy sztukach ponad 10-kilogramowych wymaga to dużej siły wędkarza i wytrzymałości sprzętu. Z chwilą kiedy ruszy, wszystko idzie łatwiej. Przy holowaniu obowiązuje stała zasada: pompować, nie ciągnąć ryby z kołowrotka. Im wyżej dorsza unosimy, tym bardziej słabnie. Szybkie obniżenie ciśnienia wody powoduje bowiem naruszenie równowagi w jego na rządach wewnętrznych. Na powierzchni wygląda jakby był rozdęty. Sztuki 1-2-kg podnosi się na pokład bez osęki. Większe pomaga zazwyczaj wyciągać załoga. Po uśmierceniu dorsza pożytecznie jest rozkroić go i sprawdzić zawartość żołądka. Wedle niestrawionych resztek możemy się zorientować, czym się akurat odżywia, i do tego dobrać przynęty przy dalszym łowieniu. Wyprawa kutrem, nie ma co się łudzić, to spory nakład pieniędzy i czasu. Szkoda więc byłoby nie w pełni go wykorzystać. Pomińmy tu zasady radzenia sobie z dolegliwościami morskimi; na ten temat istnieje obszerna literatura ogólna. Od strony wędkarskiej natomiast: warto mieć drugi komplet wędka + kołowrotek + linka, a niezależnie od tego żyłkę zapasową, pilkery, główki, haczyki. Nie liczmy, że w razie jakiejś awarii poratują nas inni. Nie żeby byli tak nieużyci, tylko sami muszą przecież myśleć o sobie. Jeśli już ktoś ma bezczynnie i z rozgoryczeniem patrzeć jak inni łowią, niech to będzie ten, który zaniedbał odpowiedniego wyposażenia się, a nie zapobiegliwy dobrodziej. Z elementów ubioru warto jeszcze zwrócić uwagę gumowe buty.

Pogoda

Niedziela, 05 września 2010

Pochmurno

Temperatura:
od 8 °C do 16 °C

Kierunek wiatru: północno-wschodni

Szybkość wiatru:
14.4 km/h

Czynnik chłodzący: 12.62°C

Wschód: 05:59
Zachód słońca: 19:21

Nawigacja

Logowanie

Użytkownicy online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 1 gość.