Te dwie metody przywędrowały do nas z Anglii i nie doczekały się dotychczas nazw rodzimych. Będziemy się więc posługiwać oryginalnymi. W obu wykorzystuje się specyficzne sygnalizatory szczytówkowe, przystosowane do łowienia precyzyjnego i względnie lekkiego. Daje ono doskonałe wyniki w odniesieniu do ryb zarówno typowo przystawkowych, jak i uznawanych za czysto spławikowe: średnie leszcze, płocie.
Swingtip (czyt. słingtip) to po angielsku kołysząca się szczytówka. Sygnalizator ten w istocie ma postać dodatkowej szczytówki, długości 20-30 cm. Jest zaopatrzony w dwie przelotki.
Ze szczytówka wędziska łączy go odcinek bardzo miękkiej rurki z kauczuku silikonowego lub innego podobnego tworzywa, odpornego na starzenie i działanie czynników atmosferycznych. Przypomina więc spławik zawieszany. Jest tylko cichszy, z powodu elastycznego połączenia. Korzystniej też układa się żyłka.
Po zarzuceniu przynęty opieramy wędzisko na podpórkach i ściągamy żyłkę, aż swingtip odchyli się od pionu o jedną trzecią kąta prostego. W tej pozycji reaguje on zarówno na brania zwykłe, kiedy ryba napręża żyłkę, jak i zwalniające -kiedy ją luzuje. Zachowanie się tego wskaźnika dostarcza informacji (i emocji) w niczym nie ustępujących tym, jakie daje klasyczny spławik.
Jego czułość jest zaskakująca. A czasem nawet zbyt duża. Wszelkie przystawki są wrażliwe na przypadkowe trącenia żyłki przez ryby kręcące się wokół przynęty; ale swingtip reaguje dodatkowo na zawirowania wody, podmuchy wiatru. Te fałszywe brania trudno czasem odróżnić od prawdziwych. Toteż do warunków mniej sprzyjających, a przede wszystkim do łowienia w wodach o szybszym nurcie, Anglicy zamiast gumką połączyli szczytówkę dość sztywną sprężynką. Nie zwisała już więc swobodnie, jak w swingtipie, ale dość łatwo dawała się odchylać pod wpływem brania ryby. U nas to rozwiązanie, nazwane springtip (spring-mg. sprężyna) się nie upowszechniło. Szerokie natomiast zastosowanie znalazła kolejna modyfikacja: szczytówka sygnalizacyjna połączona sztywno, ale sama elastyczna. Jej uginanie się lub prostowanie wskazuje branie.
Skomplikowana jest kwestia nazwy tej szczytówki.
Oryginalna quivertrip (czyt. kłiwertip) to dosłownie tłumacząc drgająca szczytówka. I to najlepiej oddaje istotę rozwiązania. Ta nazwa jednak nie zyskała uznania naszych wędkarzy. Inne, pozostające w użyciu, nawiązują do różnych cech

Swingtip: a - pozycja sygnalizatora przy żyłce luźnej, b - po zarzuceniu zestawu (widok z boku i od czoła), c - układ wędki podczas łowienia.

zestawu i metody. Jedna z dwóch bardziej upowszechnionych, multipicker (czyt. multipiker), dosłownie oznacza wieloszczytówkę; wzięła się zapewne stąd, że wędziska do tego sposobu łowienia są wyposażane w dwie lub trzy szczytówki wymienne. Niemiecka Winkelpicker - również popularna - nawiązuje do kąta, jaki ze szczytówką tworzy żyłka po zarzuceniu zestawu. Rzadziej używana angielska feeder (czyt. fider, podajnik) - do jednego ze stosowanych w metodzie sposobów nęcenia, przy użyciu pojemniczka dołączonego do zestawu.
Obecność koszyczka zanętowego nasuwa skojarzenia z ciężkim zestawem gruntowym zaopatrzonym w tzw. telewizorek. To rozwiązanie, choć swego czasu bardzo popularne, uznaliśmy za niewarte wzmianki przy opisie bezspławikowej przystawki tradycyjnej. Podobieństwo do multipicker a jest powierzchowne.
On pozwala wędkować w odległości od kilku do kilkudziesięciu metrów od stanowiska wędkarza, z zachowaniem precyzji i delikatności zestawu. Zapewnia bezpośredni kontakt z przynętą i rybą, z pominięciem martwego kąta przynęta -spławik - wędzisko. Delikatność metody wynika stąd, że na linii wędzisko ? haczyk nie ma żadnych elementów bezwładnych (a przy okazji odstraszających ryby), jak spławik i ciężarek, które muszą być tym większe, im większe są odległość i głębokość łowienia.
Ryba, chwytając przynętę, praktycznie ugina tylko szczytówkę, poddającą się temu łatwo. Ten sygnalizator brań znajduje się w odległości około 3 m od łowiącego, łatwo więc na nim obserwować przebieg brania, nawet bardzo subtelnego, i to niemal bez względu na warunki panujące nad wodą (wiatr, deszcz, duże zachmurzenie). Po zapadnięciu zmroku, kiedy to nastaje doskonały czas zwłaszcza na leszcze, nie musimy przerywać wędkowania. Wystarczy na szczytówce zamocować sygnalizatorek fosforyzujący - taśmą klejącą lub folią termokurczliwą; proste to, zabiera
kilkanaście sekund. Sam sygnalizator ma postać rurki z tworzywa, zawierającej ampułkę ze specjalną cieczą. Po jej stłuczeniu zawartość intensywnie świeci dziesięć godzin. Potem słabnie, ale i tak jeszcze przez trzy dni pozostaje widoczna. Czas działania przedłużymy, jeśli po łowieniu umieścimy sygnalizator w zamrażarce.
W tej metodzie prądy powierzchniowe czy wiatr nie powodują nadmiernego wybrzuszenia żyłki, czasami uniemożliwiającego skuteczne zacięcie ryby i zmuszającego do stosowania zestawów ciężkich. Jedynym chyba ograniczeniem jest obecność w łowisku roślinności podwodnej (moczarki, wywłócznika itd.).
Wędzisko do łowienia tą metodą, długości 2,7-3,8 m, zależnie od warunków łowiska, ma specjalną konstrukcję. Wyróżnia się dużą sprężystością, mocną strukturą włókna, pozwalającą wytrzymać bardzo duże przeciążenia przy wyrzucie; koszyczek lub ciężarek mogą ważyć do kilkudziesięciu gramów (ale najlżejsze - zaledwie kilka gramów).
Dwie lub trzy wymienne delikatne szczytówki - sygnalizatory brań, różniące się elastycznością, są wykonane z pełnego tworzywa zbrojonego włóknem szklanym lub węglowym. Te drugie wydają się zbyt sztywne; doradzalibyśmy raczej miększe polietylenowe lub szklane, wyraźniej sygnalizujące brania.
Kołowrotek o stałej szpuli, średniej wielkości. Przełożenie przynajmniej 5:1, by zapewnić możliwość szybkiego nawijania żyłki.
Sama żyłka dobrej jakości, mało rozciągliwa, średnicy 0,14-0,18. Haczyk, jak zwykle, dostosowany do przynęty; lepiej z krótkim trzonkiem, bo pewniej trzyma rybę podczas długiego holowania. Obciążenie 5-30 g, jak i specjalny koszyczek, mocowane jednopunktowo - nie przelotowo! Może być specjalny ciężarek kształtu gruszki z wtopionym krętlikiem, lekko spłaszczonej, by zapobiec toczeniu się pod wpływem nurtu lub przy ściąganiu zestawu.
Nieodzownym uzupełnieniem wyposażenia jest szeroka podpórka pod wędzisko. Szerokość spora, 15-20 cm, by umożliwić lub przynajmniej ułatwić korektę naprężenia żyłki. Powinna być też dość płytka, by nie utrudniać zacięcia.

Dodatkowe elementy zestawu multipicker. a - koszyczek zanętowy, b - podpórka pod wędzisko
Z obu tych powodów niepraktyczne są głębokie widełki. Nie dają możliwości korekty, a przy zacinaniu trzeba by wędzisko wysoko z nich unosić. Podpórka musi dać się na brzegu mocować w dowolnej pozycji, tak by wędzisko dało się ustawić należycie, jak to opisujemy dalej.
Zestaw montuje się każdorazowo. Po przeciągnięciu żyłki głównej przez prze-lotki, węzłem ósemkowym wykonujemy na niej dużą (30-40 cm długości) pętlę przyponową. Jedną jej część przecinamy w odległości 2/3 tej długości od węzła. Do odcinka krótszego (20-25-cm) przywiązujemy koszyczek lub ciężarek - wprost lub za pośrednictwem bardzo małej (nr 16-20) agrafki z krętlikiem. To drugie rozwiązanie bardzo upraszcza wymianę ciężarka lub koszyczka, jeśli zmienią się warunki łowienia. Na przykład: zerwie się wiatr, a to wymusi zwiększenie ciężarka. Do odcinka drugiego, dłuższego, węzłem zderzakowym przywiązujemy przypon długości 40-50 cm, z żyłki grubości 0,10-0,14. Gotowy zestaw jest pokazany na rysunku.
Łowisko, jak wspomnieliśmy, powinno być wolne od roślinności podwodnej. Z oczywistych powodów unikamy też zawad (krzewów, korzeni). W miejscu łowienia umieszczamy odpowiednią zanętę: powinna zawierać składniki z ziaren roślin oleistych, nadające jej pulchność i pobudzające ją do intensywnej pracy. Poprawnie sporządzona mieszanka powinna po opadnięciu na dno bardzo szybko się rozpuścić lub wypłukać. Jeśli nęcimy przy użyciu koszyczka, to wyjęty po dwóch-trzech minutach od zarzucenia powinien już być pusty. Powszechnym błędem jest robienie kluchy, która tkwi w koszyczku przez kilka godzin. Efekt nęcenia - żaden.
Jeśli miejsce łowienia znajduje się w zasięgu rzutu ręką lub procą (do 25-30 m), formujemy z zanęty kule wielkości kurzego jaja i 10-20 umieszczamy punktowo. To najskuteczniejszy sposób nęcenia. Przy nim z powodzeniem możemy zrezygnować z koszyczka, ograniczywszy się do ciężarka. Przy większych odległościach łowienia koszyczek jest niezbędny.
Zestaw zarzucamy poza punkt łowienia. Kiedy opadnie na powierzchnię wody, zamykamy kabłąk kołowrotka, by koszyczek opadał na dno przy żyłce naprężonej. Zwijamy jej teraz 2-3 m, by wybrać luz, a przynętę doprowadzić w za-nęcony punkt łowienia. Trafienie zawsze w tę samą odległość ułatwimy sobie, robiąc na żyłce odpowiedni znacznik, np. tzw. foliopisem.
Po poprawnym przeprowadzeniu całej operacji haczyk powinien się znaleźć w linii zanęty uwalniającej się z koszyczka. Znakomicie ułatwi to rybie odnalezienie przynęty; to zresztą dla niej żaden powód do radości.
Dla osiągnięcia efektu nęcenia liniowego zanęta musi się zacząć wypłukiwać zaraz po opadnięciu na dno. Wspomniane zwinięcie 2-3 m żyłki po opadnięciu zestawu sprawia, że na dnie pozostaje właśnie liniowy jej ślad. I w niego mamy wprowadzić haczyk z przynętą.
Tak jest, kiedy łowimy z koszyczkiem. Jeśli założyliśmy ciężarek, musimy tę smugę (czy ten pas, to pole) uformować przez odpowiednie zarzucenie przynęty.
Zrzuciliśmy wędkę, haczyk znalazł się we właściwym miejscu. Odkładamy wędzisko na podpórkę umieszczoną tak, by szczytówka znalazła się możliwie blisko, nie więcej niż kilkanaście centymetrów od lustra wody. Układ wędziska powinien być podobny do tego, jaki jest na rysunku pokazany dla swingtipu. W widoku z góry żyłka ma tworzyć ze szczytówka kąt możliwie zbliżony do prostego. Napinamy ją tak, aby szczytówka była lekko ugięta. Branie napinające (odpowiednik spławikowego zatapiającego) jest wówczas sygnalizowane jej mocniejszym przygięciem, zwalniające natomiast (unoszące) -jej wyprostowaniem i poluzowaniem żyłki. W tym momencie zacinamy ruchem energicznym i obszernym. Hamulec kołowrotka jest wyregulowany, oczywiście, odpowiednio do wytrzymałości przyponu.
Jak widać, zasada działania współczesnych wskaźników szczytówkowych jest prosta. Wszystko zależy -jak to najczęściej w wędkarstwie bywa - od dokładnego dobrania wszystkich elementów i poprawnego posługiwania się nimi. Wyniki bywają zaskakujące. W niektóre dni nawet ryby typowo przepływanko we doznają przypływu dziwnego humoru i rzucają się bez opamiętania na takie zestawy denne, a jednocześnie w tym samym miejscu całkowicie lekceważą przynętę podwieszoną na spławiku. Co więcej: przy umiejętnym zastosowaniu swingtipu lub multipickera zdarza się, że na wędkę obciążoną, powiedzmy, ołowiem dwudziestogramowym złowimy rybę, z największym trudem osiągalną przy zestawie skrajnie delikatnym - np. z przynętą założoną na haczyk nr 24 na przyponie 0,06, obciążonym mikroskopijną śrucinką.

