Sprzęt
Wędzisko, oprócz tego że lekkie, powinno być dobrze wyważone. Jest to konieczne wobec konieczności częstego zarzucania. Z tych samych powodów trzeba zadbać o możliwie wygodną rękojeść. Niestety, w większości modeli jest ona rozdzielona śrubowym uchwytem kołowrotka. W takich razach warto zaopatrzyć się w rurki skórzane nasuwane na gwint i nakrętki. Dla uzyskiwania dalekich wyrzutów konieczna jest sprężystość. Energiczne wymachy w tym wypadku nie grożą spadaniem przynęty, jak przy spławikówce czy odległościówce. Kolejna istotna cecha to wytrzymałość. Szczególnym wymaganiom muszą sprostać złącza. Ściślej - złącze; wędziska spiningowe są z reguły dwuczęściowe.
Szczególne znaczenie mają w tej metodzie przelotki. Najlepiej sprawują się, rzecz jasna, nowoczesne: Fuji, Dynaflo.
Gotowe, zestrojone z wysokiej jakości elementów wędziska z włókna węglowego lub jego modyfikacji spełniają na ogół wszystkie te wymagania. Odznaczają się wspaniałymi cechami użytkowymi: niezwykłą wytrzymałością i doskonałą sprężystością przy niewielkim ciężarze. A także wybitną trwałością zawdzięczaną znakomitym złączom i niemal niezniszczalnym przelotkom.
Kołowrotek spiningowy, o stałej szpuli, powinien się cechować szczególnie solidnym wykonaniem, niezawodnością płynnie działającego sprzęgiełka {hamulca) i nieniszczącym wyprowadzeniem żyłki. Oczywiście, w grę wchodzą tylko modele o kulkowym łożyskowaniu osi rotora.
Szczególnie w spiningu ważne jest dopasowanie kołowrotka do wędziska.
Chodzi tu przede wszystkim o możliwość wyważenia. Liczą się też inne względy. Przypomnijmy, że modele o szpuli obudowanej, z centralnym wyprowadzeniem żyłki, oraz multiplikatory - swe zalety ujawniają w pełni dopiero zastosowane łącznie ze specjalnymi uchwytami typu caster. Można wtedy łowić z nadbrzeżnej gęstwiny, bez obawy o wplątanie żyłki w gałęzie czy koszenie nią liści.
Oprócz tego wszystkiego pozostaje jeszcze dostosowanie kołowrotka pod względem ciężaru, szybkości zwijania, pojemności itd. Tak więc w miarę kompletowania wędzisk do coraz to nowych warunków łowienia i kolejnych odmian spiningu, przyjdzie konieczność zaopatrywania się w kołowrotki wciąż nowe, coraz doskonalsze. W tej metodzie jednak wyjątkowo wiele zależy od nawyków ruchowych. W chwilach krytycznych działa pewien automatyzm. Bezwiednie sięgamy do przełączników czy pokrętek. Jeśli ten doskonalszy model ma inny ich układ, łatwo o pomyłkę. Jeszcze dotkliwiej można to odczuć, przerzucając się na całkiem odmienne konstrukcje - np. ze szpuli stałej na ruchomą (multiplikator).
Kto zatem nie jest pewien swej elastyczności psychomotorycznej, niech lepiej trzyma się jednego typu. Niekoniecznie dożywotnio. Co prawda, jeszcze do niedawna nieliczni starej daty spiningiści po mistrzowsku się posługiwali szacownymi, starodawnymi kołowrotkami o zwykłej szpuli obrotowej (inna rzecz, jak pomysłowo dopracowanymi). Co nie oznacza, że i oni by nie zyskali na odstąpieniu od tradycji.
Żyłka jest przy spiningowaniu szczególnie narażona na zniszczenie. Raz, z powodu ciągłego tarcia o krawędź szpuli, wodzik, przelotki. Dwa - wskutek licznych zaczepów. Uwalnianie od nich, jak wiadomo, wymaga częstego naciągania końcowego jej odcinka powyżej granicy sprężystości. Zresztą, otarcia i inne uszkodzenia mechaniczne także w tych wypadkach bywają nie do uniknięcia. Z tych faktów, co do których nie ma różnicy poglądów, różni wyciągają wnioski nie tylko różne, ale zgoła przeciwstawne.
Jedni są zdania, że trzeba kupować żyłkę zdecydowanie porządną, która posłuży co najmniej rok. Najwyżej po kawałku będzie się urywać. Co pewien czas podkładać coś gorszego pod spód. Inni uważają, że przy intensywnym codziennym łowieniu w rzekach żyłka i tak po miesiącu nie będzie się nadawała do użytku. Zamiast więc wydawać na nią pieniądze i haratać coś cennego, lepiej kupować żyłkę tanią - byle tylko była dostosowana do metody i warunków zamierzonego łowienia (zwykle więc nieco grubsza niż markowa), no i oczywiście świeża, nie zleżała. Po tygodniu (albo i trzech, czterech dniach) co najwyżej odwrócić na drugą stronę, by przez jakiś czas powykorzystywać jeszcze koniec mniej zużyty.
Istnieją niemniej dwa obszary zastosowań, co do których panuje zgodność, iż warto używać żyłki wysokiej klasy. Jeden to spining ultralekki. Drugi to łowienie bez konieczności szarpania. A więc płytkie rzeczki, w których można brodzić, a tym samym dojść i bezpośrednio uwolnić przynętę z zaczepu; jeziora obławiane z łodzi, gdzie zaczepów albo w ogóle nie ma, albo łatwo je opłynąć i pozbyć się kłopotu bez szarpania. W pozostałych zaś wypadkach można przyjąć, że dobrych żyłek warto używać, jeśli cała ich droga przez wędkę zapewnia nieniszczące korzystanie.
Istnieje jeszcze jeden wzgląd: jak cena żyłki ma się do wartości przynęty, uwiązanej na jej końcu. Właśnie z myślą o, na przykład, szczególnie cennym woblerze niektórzy zakładają żyłkę 0,30 tam, gdzie do wyholowania największych nawet osiągalnych zdobyczy wystarcza 0,20. Zawsze zresztą dobrze jest wziąć ze sobą na łowisko rezerwową szpulę i ją założyć, jeśli tego wymaga stan wody, zwłaszcza jej aktualna zaczepów ość.
Niezależnie od tego, na jaką szkołę się zdecydujemy, trzeba po każdym zaczepie przynętę przewiązać, czyli węzeł przy niej zmienić na nowy. Odcinek ze starym -odciąć. Fragmenty żyłki z uszkodzeniami (pęknięcia, przygniecenia, zadry, postrzępienia, przewężenia) należy bezwzględnie usuwać. Przy doborze węzłów można się kierować ich wytrzymałością. Geometria nie odgrywa istotnej roli. Niektórzy wytwórcy zalecają węzły najkorzystniejsze dla tego czy innego wyrobu.
Na wyposażenie dodatkowe składają się: 4 podbierak; przydaje się raczej przy łowieniu ryb niezbyt wielkich (np. okoni) z łodzi, a także w płytkich rzeczkach, w których można brodzić, 4 osęka; ten przyrząd budzi zastrzeżenia etyczne, ale na większe ryby i w większych rzekach, a i z łodzi, przy łowieniu dużych drapieżników, bywa praktycznie-jszy niż podbierak - zwłaszcza jeśli jest wykonany w wersji lekkiej, teleskopowo
składanej,
4 osełka do kotwic, krętliki, agrafki, szczypce (płaskie lub kochery), nóż, roz-
wieracz, pierścień odczepowy,
4 plecak, nieodzowny podczas całodziennych wypraw pieszych, 4 kamizelka z obszernymi kieszeniami; warto w nich trzymać drobny sprzęt uzupełniający, by nie musieć przy lada okazji zdejmować plecaka, 4 ładownica, czyli skórzane pudełko na pasie; może zastąpić kamizelkę, 4 pudełko z przynętami, trzymane w kieszeni lub ładownicy, 4 buty biodrowe; niezwykle pomocne przy łowieniu z brzegu, umożliwiają bowiem brodzenie, przebywanie małych dopływów, rowów i rozlewisk, dochodzenie do płytkich zaczepów,
4 ubiór lekki i wygodny, z nieprzemakalną peleryną, w czasie suchym trzymaną w plecaku,
4 okulary polaryzacyjne (polaroidy); ułatwiają obserwowanie przynęty, wypatrywanie ryb i zawad w wodach czystych i płytkich, chronią też wzrok przed promieniowaniem odbitym od powierzchni wody, 4 duży ręcznik lniany do zawijania ryb, które mają być zabrane, 4 przynajmniej plaster opatrunkowy; jakoś trudno nakłonić do noszenia ze sobą buteleczki z wodą utlenioną, odrobiny waty i innych składników podręcznej mini-apteczki - przynajmniej do czasu pierwszego nadziania się na groty własnej kotwiczki (a zdarza się to nawet biegłym w sztuce).

