Wędzisko powinno być na tyle długie, by umożliwiać dokładne kierowanie zestawem i skuteczne zacinanie z dużej odległości; ale i wystarczająco krótkie do operowania jednorącz. Musi też umożliwiać zarzucanie zestawów kilkugramowych na dziesiątki metrów, ale przy tym nie narażać na zerwanie delikatnych przyponów. Im lżejsze, tym lepiej; a prócz tego niezbędne jest wyposażenie w przelotki o szczególnym kształcie i rozmieszczeniu.
Warunki takie najlepiej spełnia wędzisko długości od 3,6 do 4,5 m, o akcji B, trzyczęściowe, ze złączami czopowymi lub nasadowymi. Ostatnio, wobec rozwoju techniki łowienia w rzekach, rozpowszechnia się stosowanie wędzisk dłuższych, do 6-m. Ułatwiają one uniesienie żyłki na tyle wysoko, by nie zatapiała się w wodzie. Akcję B należy traktować jako najbardziej uniwersalną. Czasami bardziej pożądana bywa szczytowa, kiedy indziej - raczej paraboliczna. Kto uzna, że warto się zaopatrzyć w kilka wędzisk, może sobie sprawić jedno o akcji szybkiej, do łowienia lekkiego, i jedno o powolnej, do ciężkiego. Złącza teleskopowe nie wchodzą w grę. Uniemożliwiłyby bowiem właściwe rozmieszczenie przelotek.
One same mają postać oczek średnicy niewielkiej, około 3-5 mm (jedynie wprowadzająca, czyli najbliższa kołowrotka - 7 mm), na delikatnych, lekkich stopkach wysokości 1,5-2,5 cm. Na wędzisku długości 3,6 m jest ich 11 do 13, rozmieszczonych, jak zwykle, odpowiednio do ugięcia. Dolnik powinien być zaopatrzony w długą rękojeść korkową. Uchwyt kołowrotka może być standardowy, śrubowy. W tym jednak wypadku warto rozważyć skorzystanie z pierścieni przesuwnych. Pozwalają bowiem mocować kołowrotek w dowolnym miejscu. A dogodne wyważenie w tej metodzie ma szczególne znaczenie.
Kołowrotek - byle o niezbyt małej średnicy szpuli i z wysokim przełożeniem. Najlepsze są bezkabłąkowe, obudowane, z szerokim otworem.
Żyłka powinna być umiarkowanie sztywna. Inaczej ujmując - sztywna jak na żyłki używane do łowienia spławikowego. Zbyt miękka, a tym samym zbyt rozciągliwa, uniemożliwi skuteczne zacinanie z odległości 30 czy 40 m. Średnica od 0,12 przy łowieniu lekkim do 0,14-0,16 przy cięższym i w oczekiwaniu na okazalszą zdobycz. Wydawać by się mogło, że różnica tych średnic jest nieistotna. A jednak wystarcza, by przy tej grubszej żyłce rzuty były wyraźnie mniej płynne. Żyłka 0,10 okazuje się na ogół zbyt cienka: łatwo się zrywa, często się splątuje. Z kolei grubszej, 0,16, jest sens używać tylko przy zestawach naprawdę ciężkich i rybach naprawdę dużych.
Wszystko to dotyczy praktyki po nabraniu podstawowych umiejętności i przy posługiwaniu się poprawnie dobranym sprzętem, przede wszystkim zaś - jeśli żyłka jest odpowiedniej klasy; a co za tym idzie - wytrzymałości.
Ograniczenie różnorodności średnic żyłki sprawia, że dobierając przypon trzeba się kierować raczej wielkością haczyka, a dopiero w drugiej kolejności grubością linki głównej. Można przyjąć, że jeśli ma ona średnicę 0,12, to odpowiedni będzie przypon od 0,10. W tym wypadku obie żyłki mogą być tej samej wytrzymałości. Rolę bezpiecznika wówczas odgrywa jeden z węzłów - przyponowy lub haczykowy. Przy lince głównej 0,14 przypon będzie odpowiednio grubszy: 0,10 do 0,12. Jego długość jest zazwyczaj nieco większa niż przy zwykłym łowieniu spławikowym. Najczęściej przyjmuje się 40 cm. Połączenie z żyłką główną na dwie pętelki, choć szybkie, obniża elastyczność układu. Dobrze jest stosować któryś z węzłów baryłkowych.
Haczyk może być w zasadzie dowolny. Ze względu jednak na znaczną odległość holowania, lepiej żeby miał trzonek krótki. Rzadsze są wtedy przypadki zejścia ryby. Jako że typową przynętę stanowią białe robaczki, najczęściej się stosuje haczyki niklowane (białe).
Obciążenie, jak też spławik, to sama esencja metody.
Zasadniczym rodzajem ciężarków są śruciny ołowiane. Ich miękkość ma w tej metodzie znaczenie wyjątkowe. Powinny się nie tylko dawać zaciskać palcami, ale i łatwo rozwierać paznokciem. Prócz tego - i, oczywiście, precyzji wykonania (nacięcie!) - ważne jest, by pomiędzy poszczególnymi wielkościami zachodziły proste proporcje ciężaru. Znakomicie to ułatwia dzielenie obciążenia między poszczególne części zestawu. To zaś stanowi podstawowy warunek skuteczności. Toteż Anglicy wprowadzili znormalizowany szereg, w którym każda wielkość śruciny ma inne oznaczenie:
|
SSG (SWAN) |
masa 1,89 g |
(średnica 6,5 mm) |
|
AAA |
0,81 g |
(ok. 5 mm), |
|
BB |
0,40 g |
(ok. 4 mm), |
|
nr 1 |
0,28 g |
(ok. 3,5 mm), |
|
nr4 |
0,17 g |
|
|
nr 6 |
0,10 g |
|
|
nr 8 (pyłek) |
0,06 g |
Jak łatwo zauważyć, każda śrucina daje się z grubsza zastąpić dwiema o numer mniejszymi: 1 SSG = 2 AAA,
1 AAA = 2 BB,
2 BB = 2 nr 1 itd.
Prosty rachunek wykazuje, że nie wszędzie zasada ta sprawdza się dokładnie. Szczególnie odstaje nr 1. Te drobne odchylenia nie stanowią jednak istotnej przeszkody. Jak się bowiem przekonamy, zasadniczą część obciążenia zestawia się przeważnie ze śrucin największych, o oznaczeniach literowych. Tam zaś zgodność jest dobra, zwłaszcza w wypadku AAA i BB, używanych zdecydowanie najczęściej. Po drugie, budowa i sposób wyważania spławików najbardziej dla metody charakterystycznych sprawiają, że nieznaczne przeważenie lub niedoważenie nie odgrywa na ogół zasadniczej roli.
Istnieją i inne numeracje. Na przykład: we francuskiej, wielkości AAA odpowiada nr 3/0; - wielkości BB - nr 1; angielskiemu nr. 4 odpowiada nr 3.
Spławik, jak się rzekło, to drugi zasadniczy element odległościówki angielskiej. Jego rola nie zaczyna się z chwilą opadnięcia zestawu na wodę. Uczestniczy już w samym zarzucaniu. I do tego - czynnie. Nie tylko bowiem dzięki wydłużonemu kształtowi stawia mały opór. Wespół z główną częścią obciążenia stanowi jakby taran, ułatwiający przebicie się przez powietrze. Poszczególne konstrukcje różnią się niekiedy znacznie. Wspólną ich cechą są względnie duże
rozmiary, dostosowane do utrzymania sporego obciążenia. Spotyka się spławiki nawet 80-cm; długość 20 do 30 cm można uznać za typową.
Nieomal symbolem metody jest spławik typu waggler (czyt. łegler), pomyślany właśnie do łowienia odległościowego. Stosuje się go najczęściej. Nadaje się do większości łowisk tradycyjnie przypisanych tej metodzie: wody stojące lub o umiarkowanym nurcie, bez względu na głębokość oraz kierunek i siłę wiatru. Nazwę trudno przetłumaczyć na polski. Najbliższy chyba byłby kiwacz. Zasada jest nader nieskomplikowana: cały spławik to właściwie długa antena, tyle że wyporna, a nie tylko sygnalizacyjna, u dołu zakończona uszkiem do jednopunktowego mocowania na żyłce. Tak wygląda waggler prosty. Ma on zasadnicze cechy spławika angielskiego, ale niewielką nośność. Aby ją zwiększyć, w dolnej części daje się korpus walcowaty, gruszkowaty lub kształtu oliwki. Z nim waggler przybiera już wygląd tak charakterystyczny dla odległościówki angielskiej.
Duże znaczenie ma dobór materiałów. Korpus powinien być możliwie wyporny. Po to przecież jest. Tradycyjnie najczęściej sporządza się go z balsy. Może też być pianka poliuretanowa lub zwykły korek. Antena natomiast nie musi, a często wręcz nie powinna być zbyt wyporna. W ogóle - tak; ale nie za bardzo. Szczególnie chodzi ojej część szczytową, biorącą bezpośredni udział w sygnalizacji brania. Bardzo wyporna wymagałaby dużej siły do zatapiania, byłaby więc mało czuła. Można ją wprawdzie ścienić, ale wtedy z dala będzie źle widoczna. Toteż balsy raczej się w tym wypadku nie stosuje. Jeśli zaś już, to szczytówkę anteny nasącza się klejem lub lakieruje na ciężko, by straciła na wyporności.
Balsa ma zresztą i drugą przywarę: niską wytrzymałość mechaniczną. A na ten spławik działają, zwłaszcza przy zacinaniu, znaczne siły boczne. Powodują one łamanie się delikatnej anteny u nasady. Dlatego najczęściej sporządza się ją z materiałów mniej wypornych, ale mocnych. Jednym z tradycyjnych jest na przykład stosina pióra pawiego. Anglicy używają także bambusa i łodyg trzcin tropikalnych. Z materiałów u nas pospolitych doskonale się sprawdza kwiatowa łodyga pałki wodnej lub trzciny. Trzeba ją zerwać po ustaniu wegetacji, późną jesienią lub z początkiem zimy, i zawieszoną pionowo dosuszyć w chłodnym, przewiewnym pomieszczeniu, np. na strychu. Swego rodzaju samoistną antenę stanowi kolec jeżozwierza (spławik Billy'ego Lane'a z Luksemburga). Zupełnie dobrze sprawują się anteny z rurek plastikowych. Niektórzy wędkarze wykorzystują na to polipropylenowe słomki do napojów średnicy około 6 mm.
Pogodzenie rozbieżnych wymogów, np. wyporności, wytrzymałości i czułości, uzyskuje się często przez łączenie różnych materiałów. I tak np. zaopatrzenie szczytowej części wypornej anteny w kilkucentymetrową końcówkę z bambusa średnicy 2-3 mm pozwala wyraźnie zwiększyć czułość; ale - zastosowanie spławika ogranicza do wód spokojnych. Wymienne końcówki, wciskane w antenę z rurki polipropylenowej, zapewniają nie tylko właściwą wyporność tej części, lecz także dostosowanie kolorystyki do warunków świetlnych; a to oznacza dobrą widoczność.

Spławik waggler: a - dwie wersje prostego, b - typowy z korpusem, c - ze statecznikiem mosiężnym, anteną z materiału innego niż korpus oraz z niskowoporną końcówką sygnalizacyjną, d - polska konstrukcja z czasów, kiedy w sklepach były pustki (korpus np. z oprawki od długopisu, wewnątrz śruciny wyważające, do przenoszenia na żyłkę wedle potrzeb, antena z polipropylenowej rurki do napojów, wymienne końcówki sygnalizacyjne); warta uwagi także teraz, ze względu na oryginalny i użyteczny system przemieszczania ciężarków, e - prosta konstrukcja z łodygą trzciny albo pałki wąskolistnej jako antenką, f ? typ Antena
W katalogach spotyka się spławik zwany Anteną. Stanowi odmianę wagglera prostego ze szczytówką bambusową. Różni się od niego proporcjami -jest krótszy i grubszy. Nadaje się tylko na warunki idealne: pełny spokój, bez wiatru, żadnych ruchów powierzchni.
Przydatność wagglera kończy się, kiedy mamy łowić w rzekach o nurcie szybszym. Zwłaszcza zaś, kiedy zestaw trzeba stale prowadzić i konieczne jest jego wyraźne przytrzymywanie. Zdarza się to, co prawda, raczej w pobliżu brzegu. Można tam bez trudu sięgnąć wędką klasyczną. Sięganie po odległościówkę zakrawa więc na przesadę. Niemniej i tu metoda angielska daje niebagatelne korzyści. Choćby wydłużenie odcinka, po którym się prowadzi przynętę. Albo łatwość przejścia na dowolną odległość łowienia, bez większych zmian w zestawie. Wreszcie, co bodaj najważniejsze, rozporządza się zapasem żyłki pozwalającym na doprowadzenie do brzegu okazów nieosiągalnych ze sprzętem klasycznym. Znane są wypadki wyciągania w ten sposób karpi 3,5-kilo gramowy eh na haczyku nr 16 i żyłce 0,12. Co oczywiście nie stanowi powodu, żeby zawsze, bez względu na warunki, łowić na modłę angielską; każda metoda ma swój zakres stosowalności i im trafniej się go przestrzega, tym lepiej dla wyników.
Przy łowieniu w nurcie trzeba zrezygnować z tego, co stanowi najbardziej
znamienną cechę wagglera - z mocowania jedno-punktowego. Toteż i kształty spławików bardziej się zbliżają do zwykłych, używanych w metodzie klasycznej.
Pierwszy z nich to Avon (od nazwy jednej z rzek w Anglii; czyt. ejwon). W niektórych wykonaniach przypomina on tradycyjne marchewki, a w innych - wagglera, w którym oliwkowaty korpus przesunięto na antence do góry. Sam korpus jest z zasady wykonany z balsy, antenka zaś i statecznik - z bambusa, czasem z drutu. Ten spławik wyróżnia się stałością zachowania w najróżniejszych warunkach - z nurtem niespokojnym, nieregularnym włącznie. Doskonały dla początkujących w przepływance odległościowej.
Też świetny, ale tylko na warunki idealne - prąd regularny, bez zawirowań, łowienie w odległości nie przekraczającej 10 m - jest spławik typu Stick, odpowiadający temu, co u nas się nazywa spławikiem ołówkowym. Górna jego część jest z balsy, dolne dwie trzecie ? z bardzo ciężkiego bambusa. Ten statecznik pełni rolę taką jak kil w łodzi. Spławik dzięki temu doskonale utrzymuje pozycję, mimo przytrzymywania i popuszczania. Czyni to go szczególnie przydatnym do czynnego prowadzenia. Lekkie jego wersje są przez Anglików z powodzeniem używane przy łowieniu płoci, kleni i jelców.
Największy spośród stosowanych w wodach bieżących jest spławik typu Balsa. Jego ogromna wyporność umożliwia zakładanie przynęt tak nietypowych dla łowienia delikatnego i czynnego, jak rosówki czy duże kawałki chleba, ciasta itp. Ponadto bardziej niż inne się nadaje do wykorzystania w wersji przelotowej. Przy łowieniu w szybszym nurcie mocowanie dwupunktowe stanowi jednak zasadę stałą. Stąd często bywa zaopatrzony w dwa oczka - u dołu i u góry. Powinny być tak uformowane, by żyłka w żadnym punkcie nie zbliżała się do korpusu bardziej niż na 1,5 mm.
Ten zestaw spławików bynajmniej nie stanowi zamkniętej, nienaruszalnej całości. Zarówno co do kształtów, jak i sposobów wykorzystania. Trzeba się tu kierować przede wszystkim zdrowym rozsądkiem. Trudno sobie, na przykład, wyobrazić wagglera mocowanego dwupunktowo. Ale już Antena, w zasadzie przeznaczona do mocowania jednopunktowego, przy łowieniu np. karasi bardziej się sprawdza po chwyceniu żyłki również u góry. Podobnie kolec jeżozwierza może być użyty także w szybkim nurcie, w wersji przelotowej. Inna rzecz, że jest mało wyporny i przy zarzucaniu często powoduje plątanie. Ale za to jest mocny. Balsa z kolei: typowy spławik dwupunktowy. A jednak Anglicy jego wersję prostą, wyglądem zbliżoną do Anteny, tylko bez bambusowej szczytówki, zakładaj a jednopunktowo do paternosterowych zestawów z martwą rybką, na szczupaka i sandacza. Niemniej przynajmniej na początek warto się trzymać podanych powyżej kształtów i zastosowań.
Metoda angielska bardziej niż jakakolwiek inna wymaga pewnego niezbędnego wyposażenia dodatkowego.
Proca to urządzenie rzeczywiście nieodzowne. Trudno sobie bez niej wyobrazić precyzyjne nęcenie, bez niego zaś - skuteczne wędkowanie. Do zarzucania zanęt zwartych, w formie kul, nadaje się proca z zasobniczkiem sztywnym. Do luźnych, jak ziarna, kasze, ostatnio też coraz częściej stosowane białe robaczki same, bez żadnego lepiszcza, lepiej używać pojemniczka miękkiego, np. skórzanego. Zapewnia on celniejsze rzuty i mniejszy rozrzut luźnych drobin.
Podpórki pozwalają odkładać wędkę na czas zarzucania zanęty, odhaczania ryby. Odkładanie na ziemię, normalnie niewskazane, przy wędce z kołowrotkiem staje się wręcz zabójcze dla sprzętu. Szczególnie praktyczne są podpórki szerokie, na które można wędzisko odłożyć nie patrząc. Jest to ważne zwłaszcza w momencie zarzucenia zestawu: nie tracąc go ani na chwilę z oka odkładamy wędkę, ujmujemy procę i strzelamy zanętą w okolice spławika. Po czym, naturalnie, wędzisko bierzemy znów w ręce.
Pudełko na spławiki (lub futerał) staje się istotnym dodatkiem, kiedy mamy do czynienia z antenami tak długimi jak przy wagglerach. Jego znaczenie będzie wzrastało w miarę jak kolekcja będzie się powiększała. Praktyczna wówczas

Wyposażenie dodatkowe do łowienia odległościowego: a - proca z pojemniczkiem do zanęt zwartych (obok - miękki do luźnych), b - podpórka, c - pudło na spławiki
okaże się płaska kasetka drewniana, w której nakleimy paski gąbki syntetycznej, w nich zaś powycinamy szczeliny na spławiki.

