Sprzęt wędkarski

Wędzisko, ze względu na konieczność utrzymywania stałego kontaktu z zestawem, powinno być możliwie sztywne. Wędkarze doświadczeni i biegli wybierają najczęściej akcję A. Dla mniej wprawnych, o słabym wzroku, nienajlepszym refleksie, lepsza jest akcja B. Nieco większa giętkość wędziska wyrównuje braki umiejętności, łagodzi skutki błędów zestawienia wędki. B -jak bezpieczniejsza; taki slogan można by podsunąć tym, którzy wędkują rzadko, np. tylko podczas urlopu.
Ważne, aby było lekkie. Cały czas przecież trzeba je trzymać w ręku, a przy tym utrzymywać kontakt z zestawem, precyzyjnie go prowadzić czy nadawać odpowiednie ruchy, wreszcie - szybko i pewnie zacinać.
Długość wędziska należy dostosować do odległości łowienia. Ta zaś niekoniecznie musi być duża. Zasada, że im dalej tym lepiej, sprawdza się głównie w warunkach zawodów wędkarskich. Tam jednak wynika to ze szczególnych okoliczności. A i to nie zawsze. Przeciętne ryby, na które się nastawiamy wybierając klasyczną spławikówkę, żeruj anormalnie w pasie przybrzeżnym. Odległość 5 m okazuje się zazwyczaj wystarczająca. Rzadko przekracza 9 m. I w takim też przedziale długości powinno się mieścić nasze wędzisko.
Nie może być zbyt krótkie. Jako regułę bowiem należy przyjąć, że łowimy tylko pod nim; zestaw nie może sięgać dalej niż ono. Jeśli już się zdarzy, że dobre miejsce łowienia znajdzie się choćby nieco dalej, zmieniamy raczej metodę, niż decydujemy się na sięganie w sposób nie tylko niewygodny, ale, co gorsza, uniemożliwiający sensowne operowanie wędką. Na przykład - trzymając sam dolnik wędziska w wyciągniętych rękach. Bez sensu jest jednak również łowienie w odległości wyraźnie mniejszej niż długość wędziska.
Jeśli zatem chcemy być przygotowani na niemal wszelkie możliwości, mamy dwa wyjścia. Jedno, to postarać się o skompletowanie zestawu wędzisk, o długościach np. 4, 5 i 7 albo 8 m. Inwestycja dość kosztowna, ale w dłuższym okresie opłacalna. O ile, oczywiście, będziemy dbać o sprzęt należycie. Tyle że musimy sporo nosić nad wodę. Od tej niedogodności wolne jest wyjście drugie: zaopatrzyć się w wędzisko długie, np. dziewięciometrowe, ze złączami nasadowymi przynajmniej w dolnej części. Wykorzystamy ich tyle, ile zapewni właściwą długość. Trzeba tylko przygotować komplet zatyczek o odpowiednich średnicach, aby zawsze móc dół najniższego, akurat użytego segmentu zabezpieczyć przed uszkodzeniem.
Do stosowania w kawałkach nie nadaje się wędzisko teleskopowe.
Z zasady używamy wędzisk bez przelotkowych. Zyskujemy przez to na lekkości i operatywności sprzętu. Unikamy też przykrych niespodzianek, jakie płata żyłka. Słabo w tej metodzie obciążona, wybrzusza się między przelotkami, zsuwa ze szpuli kołowrotka. Tracimy jednak szansę na wyholowanie ryb większych niż przeciętne oczekiwane na łowisku, na które wybieramy się ze spławikówką klasyczną. A zdarzają się. Stąd celowe jest sięgnięcie po specjalne rozwiązania, rozszerzające możliwości wędki bez odbierania jej zalet.
Pierwsze to amortyzator gumowy. Klasyczna jego konstrukcja została opracowana kilkadziesiąt lat temu przez wędkarzy z francuskiego miasta Roubaix (czyt. Rube) i nazwana wobec tego roubaisienne (czyt. rubezjen). Polegała na przymocowaniu żyłki do wędziska - sztywnego - za pośrednictwem około 25-cm odcinka gumki. Aby nie oplątywała się ona wokół szczytówki, ta była zakończona hakiem, którego prostopadłe do wędziska ramię miało długość około 5 cm.
System roubaisienne pozwalał na stosowanie zestawów bardzo delikatnych. Owocowało to wyśmienitymi wynikami. Liczba wykorzystanych brań zwiększała się czasem nawet kilkunastokrotnie. Miał jednak i wady. Hak i widoczna pod nim guma odstraszały ryby, zwłaszcza większe, w wodzie płytkiej i przezroczystej. Na przykład - przy łowieniu wiosennym, zanim zakwity spowodują jej zmętnienie. Luźno zwisający amortyzator utrudniał precyzyjne prowadzenie zestawu, szczególnie przy wietrze. Zacięcia stawały się leniwe. Mimo odsądzenia punktu umocowania gumy od osi wędziska, przez wygięcie szczytówki w hak, oplątywała się ona często.
Ograniczona też była długość amortyzatora. Przy dłuższym niż 25 cm traciło się jakikolwiek kontakt z zestawem.
Od wad tych wolna jest konstrukcja z amortyzatorem wewnętrznym. Od nazwiska twórcy, znanego francuskiego mistrza wędkarskiego, została nazwana szczytówką Tessego . Elementem amortyzującym jest w niej nadal gumka roubaisienne. Jej grubość zależy od średnicy współpracującej żyłki. Oznacza sieją numerami:


Wędka roubaisienne (widok ogólny, hak i amortyzator, szczegóły łączenia elementów)

nr 1 - do żyłki 0,04,
nr 2 - do żyłki 0,06,
nr 3 - do żyłki 0,08,
nr 4-do żyłki 0,10,
nr 5 -do żyłki 0,12,
nr 6-do żyłki 0,14,
nr 7-do żyłki 0,16,
nr 8-do żyłki 0,18

Średnice należy do numerów dostosowywać w granicach rozsądku. Trzeba też mieć na uwadze, że niektóre firmy stosują nieco inną numerację.
W szczytówce Tessego gumka jest z jednej strony nawinięta na specjalną szpulę z przepustami w ścianie bocznej, dopasowaną do średnicy szczytówki. Dobierając numer i nawijając mniej lub więcej, czyli nadając mniejszy lub większy naciąg wstępny, można uzyskać amortyzatory o różnej elastyczności. Z drugiej strony guma jest zakończona pętlą. Żyłka może być do niej dołączona albo tylko za pośrednictwem miniaturowej agrafeczki, albo poprzez odcinek żyłki pośredniej. Rozwiązania te różnią się zasadniczo, jeśli chodzi o sposób działania całości.
W pierwszym guma jest wyprowadzona poza szczytówkę. Pętla kończąca znajduje się na zewnątrz i przed wciągnięciem chroni ją specjalny ogranicznik (koralik). Układ ten ma rozliczne zalety. Amortyzator jest schowany. Może być znacznie dłuższy niż przy zwykłej roubaisienne. Jeśli uwzględnić rozciągliwość gumy, daje to możliwość wydłużenia się zestawu o kilka metrów. Zarazem dzięki wstępnemu naciągowi prowadzenie zestawu, zacinanie i wyciąganie ryb mniejszych odbywa się jak przy wędce zwykłej. Amortyzator wypełza dopiero pod większym obciążeniem.
W rozwiązaniu drugim guma pozostaje wewnątrz szczytówki. Na zewnątrz jest wyprowadzony odcinek żyłki pośredniej, zakończony pętlą do mocowania żyłki głównej zestawu i ogranicznikiem zabezpieczony przed wciągnięciem do środka. Dokładnie jak pętla gumy w rozwiązaniu pierwszym. Na tym jednak podobieństwo się kończy. Wewnętrzny bowiem (ten od strony gumy) koniec odcinka żyłki pośredniej też jest zaopatrzony w ogranicznik, który po wyciągnięciu pewnego odcinka żyłki opiera się o wewnętrzną przelotkę. Tak więc amortyzator nie może się rozciągać dowolnie, tylko do określonej granicy.
Dalej już ugina się szczytówka.
Układ ten daje mniejsze możliwości, kiedy trzeba rybie pozwolić na dalekie ucieczki. Przynosi za to duże korzyści na łowiskach obfitujących w zaczepy, na których wędka z amortyzatorem długim staje się praktycznie nieprzydatna, bo pożyteczna skądinąd guma uniemożliwia uwolnienie haczyka lub zerwanie przy-ponu (po to zresztą jest). Ponadto lepiej się nadaje do łowienia na zawodach, których regulamin nakazuje utrzymanie holowanej ryby w granicach stanowiska, a zatem nie można jej pozwalać na dowolnie dalekie odpływanie w bok (od brzegu może odpłynąć tak daleko, jak wędkarz i amortyzator pozwolą).
Oba rozwiązania wymagają specjalnego wykończenia szczytówki. Przede wszystkim bardzo gładka musi być jej powierzchnia wewnętrzna. W przeciwnym razie przy większym ugięciu guma tarłaby o nią silnie, co zniweczyłoby zalety amortyzatora. Jeśli jeszcze dodać precyzyjne przepusty, przelotki wewnętrzne itd., to trudno się dziwić, że cena szczytówki Tessego (samej szczytówki) sięgała siedemdziesięciu dolarów - więcej niż średniej klasy sześciometrowe wędzisko teleskopowe.
Na linkę główną z powodzeniem wystarcza żyłka 0,15, a nawet 0,12. W praktyce zawodniczej używa się częstokroć jeszcze cieńszej. Chodzi bowiem o wykorzystanie wszystkich możliwości, jakie oferuje łowisko. Zakładanie grubszej mija się z celem, zwłaszcza jeśli stosuje się amortyzator lub kołowrotek asekuracyjny. Do wyjątków należy łowienie w porośniętych oczkach, gdzie lubią przebywać np. liny. Można wtedy użyć żyłki grubej, nawet 0,20. Chodzi nie tyle o wielkość ryb, ile o konieczność niedopuszczenia do ich ucieczki w gąszcz.
Przypon, jak zawsze, cieńszy od żyłki głównej: o 0,02 w wypadku średnic małych, do 0,05 - w wypadku dużych.
Obciążenie odgrywa rolę zasadniczą. Musi spełnić wiele wymagań, często wzajemnie się wykluczających. Ma ułatwić zarzucenie wędki, ale uderzać w wodę możliwie cicho. Dostarczyć szybko przynętę w odpowiednie miejsce łowiska - ale nie tłumić sygnałów brania. Szczególnie skomplikowana jest jego funkcja w wodzie bieżącej. Zatrzymajmy się na tym dłużej.


Szczytówka Tessego: a-z amortyzatorem dowolnie wyciąganym, b - z ogranicznikiem wewnętrznym (z chwilą oparcia się koralika o przelotkę zaczyna pracować szczytówka); wstępny naciąg amortyzatora reguluje się przez nawijanie odpowiedniego odcinka na szpulę z przepustami w kołnierzu, c - zachowanie się szczytówki pod obciążeniem

Otóż w nurcie poszczególne warstwy wody nigdy się nie przemieszczają z jednakową szybkością. Najwolniej płynie ona przy powierzchni i przy dnie. Rozkład prędkości został na rysunku pokazany dla przypadku prostego i pospolitego: głębokość umiarkowana (około 2 m), prąd średnio szybki i równomierny. Odpowiada to licznym łowiskom w uregulowanych rzekach nizinnych. Długość strzałek odpowiada drodze, jaką cząsteczki wody, początkowo rozmieszczone w jednej linii pionowej, przemierzają w jednakowym czasie. Jak widać, najdalej przemieści się (najdłuższa strzałka) warstwa o jedną trzecią głębokości oddalona od powierzchni. Tam prędkość wody jest największa.


Zestaw na nurt równomierny: a - prędkość (symbolizowana długością strzałki) w poszczególnych warstwach i odpowiadające temu rozkładowi ułożenie się żyłki nieobciążonej, b-zestaw po obciążeniu, c-pierwsza faza brania, ryba wyczuwa tylko ciężarek sygnalizacyjny

Z szybkością poszczególnych warstw poruszałaby się, byłaby u-noszona, żyłka swobodnie opuszczona. Początkowo nawet wyprostowana pionowo, po jakimś czasie ułożyłaby się wzdłuż linii łączącej końce strzałek. Największe wybrzuszenie wypadłoby na owąjedną trzecią od powierzchni, gdzie prędkość jest największa. Haczyk z przynętą wlókłby się za zestawem. Taki układ nie sprzyja braniu.
Jeśli już ono nastąpi, luz żyłki opóźni przekazanie sygnału na spławik; nim on drgnie, ryba może się zorientować, że pada ofiarą podstępu, i wypluć haczyk. Łowiący nawet nie spostrzeże, że przynęta została pochwycona. Powiedzmy jednak, że dostrzeże i natychmiast zatnie. Luz żyłki opóźni z kolei przekazanie ruchu wędziska na haczyk, a więc kolejna szansa dla ryby; jeszcze chwila na pozbycie się zdradzieckiego kąska. Trzeba doprawdy sztuki bardzo łapczywej i marudnej, żeby w tych warunkach dała się złowić.
Jaka na to rada? Najprościej byłoby obciążyć dół żyłki. Na tyle mocno, by ją naprężyć, wybrać cały luz. Wtedy jednak trzeba też dać odpowiednio wyporny spławik. Zestaw staje się bezwładny, trudny do poruszenia. Ryba odczuje duży opór. Sygnał brania i zacięcie będą opóźnione. Znów niedobrze. Choć zatem w niektórych sytuacjach (duża głębokość, silny nurt) takie rozwiązanie bywa nieuniknione, spróbujmy poradzić sobie inaczej. Zauważmy, że w naszym przykładzie największe wybrzuszenie jest oddalone od dna, a więc i od ryby. Dla jego usunięcia wystarczy ciężarek mniejszy niż do wyprostowania całości na raz, umieszczony w połowie głębokości. Dolna część żyłki podda się już ciężarkowi całkiem małemu. Zadowalający efekt uzyskujemy więc kosztem mniejszym, jeśli idzie o masę i bezwładność zestawu. Ponadto na część najbardziej wyczuwaną przez rybę przypada niewielki ułamek obciążenia. Można go zmniejszyć jeszcze bardziej. Podzielmy jeden ciężarek na cztery drobniutkie i trzy z nich podsuńmy nieco do góry, czwarty zbliżmy do haczyka. W początkowym momencie brania ryba wyczuje - i poruszy - tylko ten. Wystarczy, żeby branie zasygnalizować (stąd nazwa ciężarka - sygnalizacyjny); za mało, by ją spłoszyć. Zanim wyczuje trzy wyższe, zdążamy zaciąć - i to skutecznie, bo żyłka jest prosta. Można powiedzieć, że odległość, na jaką rozsuwamy dolne ciężarki, daje czas; rybie? nam?
Podzielenie obciążenia na duże, skupione wyżej, i małe, rozmieszczone u dołu zestawu, dodatkowo uniezależnia nas w znacznym stopniu od nierówności dna. Wcześniej wspomniany układ na wody głębokie i silny nurt (jeden duży ciężarek przy haczyku) nadaje się tylko na łowiska o dnie równym. Przy innym zatrzymywałby się o występy, sygnalizując brania których nie ma (fałszywe). W skrajnych wypadkach dochodziłoby do wkleszczania ołowiu.
Dla porządku trzeba jeszcze zastrzec, że mówiąc o wyprostowaniu zestawu nie mamy na myśli prostoliniowości geometrycznej. Ani ona możliwa, ani potrzebna. Chodzi o wybranie luzu na tyle, by nie przeszkadzał w czytelnym sygnalizowaniu brań, potem zaś - w natychmiastowym zacinaniu. A wszystko to w granicach rozsądku, wyznaczonych nieuniknionym czasem reakcji: najpierw nerwowej, potem motorycznej wędkarza, opóźnieniem wynikłym z odkształcania wędziska i żyłki, oporu ośrodka itd. Nie konstruujemy wszak teoretycznego modelu fizyczno-psychiczno-biologicznego, tylko szukamy rozwiązań przydatnych w praktyce.
Dla niej zaś istotne jest, jakie obciążenia wybierać dla poszczególnych rodzajów łowisk. Kilka przykładów jest pokazanych na rysunku. Konkretnego doboru wielkości, proporcji i rozmieszczenia dokonuje się nad wodą, częstokroć w trakcie łowienia. Dopiero bowiem jego wyniki udzielają ostatecznej odpowiedzi, czy obciążenie jest poprawne. Umiejętność jej rozszyfrowania przychodzi z doświadczeniem. Czasem wyraźną poprawę wyników uzyskuje się przez przesunięcie jednej śruciny o kilka centymetrów. Kiedy indziej musimy cały zestaw zmienić na cięższy lub lżejszy; choć to świadczy już o jawnie błędnym wstępnym rozeznaniu łowiska.
Ilustrację, jak wiele czynników trzeba brać pod uwagę, może stanowić przypadek niezamierzonego opadu, czyli łowienia na przynętę powoli się przemieszczającą w dół. Po okresie dobrych brań sporych ryb na dużej głębokości nagle stwierdzamy, że przynętę zaczynają przechwytywać drobne rybki natychmiast po jej opadnięciu na wodę. Mamy więc do czynienia z sytuacją, jaką świadomie się prowokuje łowiąc właśnie z opadu. Przesunięcie obciążenia, skupienie go w dolnej części, sprawi, że nie tylko powrócą brania głębokie, ale także wyraźnie zwiększy się szybkość łowienia. Po prostu teraz obciążenie sprowadza przynętę w miejsce żerowania ryb pożądanych znacznie szybciej. Drobnica z jej przechwytywaniem nie nadąża.
Przy okazji zaś przekonujemy się, że przed napłynięciem jej ławicy nie wykorzystaliśmy wszystkich możliwości łowiska; obciążając ponad potrzebę delikatnie, straciliśmy na tempie. Kiedy indziej jednak właśnie wydelikacenie obciążenia może sprowadzić brania, których przedtem nie mogliśmy się doczekać.
Na tym nie koniec. Zamiast styli można przecież założyć śruciny, łezkę zastąpić kilkoma ciężarkami skupionymi w jednym miejscu. Trzeba też uwzględniać warunki nad wodą. Obciążenie na wody płytkie i nurt wolny ma tę zaletę, że pada na powierzchnię cicho. Ma jednak i wadę. Trudno je zarzucać daleko i pod wiatr. Toteż w takich warunkach lepiej je odwrócić. Największe skupisko styli dać od strony haczyka, im dalej zaś od niego, tym mniejsze. Zestaw będzie głośniejszy, bardziej wyczuwalny dla ryby. Ale przynajmniej da się nim łowić, podczas gdy tym lepszym - nie bardzo.
Znacznie prościej przedstawiają się zasady obciążenia na wody stojące. Podstawowy układ to kilka (do kilkunastu) styli lub - gorzej - śrucin, rozłożonych równomiernie na znacznej części zestawu. Na jakiej? To już zależy od tego, czy chcemy wykorzystać całą wysokość łowiska, czy tylko jej część.
W tym pierwszym wypadku stosujemy wspomniane łowienie z opadu. Przynęta ma tonąć powoli, by mogły ją pochwycić ryby żerujące wyżej. Należałoby więc pozostawić wolny od obciążenia dolny odcinek zestawu, długości równej połowie wysokości strefy, w której oczekujemy brań. Układ ten oprócz niewątpliwych zalet ma i wadę. Może się mianowicie zdarzyć, że ryba z haczykiem w pyszczku odtańczy oberka wokół zestawu, a dopóki nie oddali się poza długość wolnego odcinka żyłki, łowiący nie będzie miał pojęcia o braniu. Skończy się albo wypluciem przynęty, albo połknięciem do ogona. Obie możliwości mało zachęcające.
Warto zatem mieć na uwadze układ ze śruciną sygnalizacyjną. Przyśpiesza ona wprawdzie opadanie przynęty, ale także pozwala dostrzec branie; jeśli nie bezpośrednio, to przez opóźnienie przyjęcia przez spławik pozycji właściwej. Normalnie bowiem będzie on stawał na dwa tempa. Pierwsze, z niepełnym zanurzeniem, nastąpi po opadnięciu obciążenia zasadniczego. Drugie, w postaci małego skoku w dół - gdy dobije ciężarek sygnalizacyjny. Jeśli ryba kręci się z haczykiem w pyszczku, to drugie tempo się opóźnia. Znak, że trzeba zacinać.
W drugim wypadku, kiedy interesuje nas tylko część wysokości łowiska, obciążenie rozkłada się z pominięciem górnej, przyspławikowej części zestawu. Gdy ryby żerują na dużej głębokości, skupia sieje, na podobieństwo układu używanego w wodzie bieżącej: kilka styli lub łezka w dolnej części plus ciężarek sygnalizacyjny przy węźle przyponowym.


Przykłady obciążeń; na wody bieżące: a ? głęboko, nurt silny, dno równe, b ? nurt średni, c ? nurt średni, duża głębokość, d ? płytko, nurt szybki, e ? średni, f?powolny; na wody stojące: g ? obciążenie podstawowe, przy głębokości średniej, h ? do łowienia z opadu bez ciężarka sygnalizacyjnego, i ? z opadu z ciężarkiem sygnalizacyjnym, j ? na dużą głębokość (skupienie styli można zastąpić łezka)

Należy też pamiętać, że w jeziorach ustalają się często prądy spowodowane wiatrem (a czasem i innymi czynnikami). Obciążenie powinno być dostosowane do rzeczywistego, a nie ewidencyjnego charakteru łowiska.
Wreszcie jeszcze jeden czynnik, który należy brać pod uwagę, dobierając obciążenie: gatunek ryb, na które się nastawiamy lub których się spodziewamy. Trzeba uwzględnić ich cechy i zwyczaje. I tak np. leszcz lubi przynętę poruszającą się wolniej niż nurt. W jego wypadku nie szkodzi, a może nawet pomóc, jeśli będzie się ona wlekła. Toteż niezależnie od tego, co nam wyjdzie z rachunku łowisko plus pogoda, warto obciążenie tak rozłożyć, by przynajmniej jedna śru-cina ciągnęła się po dnie, orała je, przytrzymywała przynętę. Co więcej: leszcz bierze zazwyczaj zdecydowanie. Nawet jeśli poczuje haczyk, i tak zdążamy go zaciąć; nie wypluje. Zestaw może być leniwy. Śrucina sygnalizacyjna powinna się znajdować 30-40 cm od haczyka. To wydłużenie czasu sygnalizacji jest nawet pożądane. Celowo spowalniamy ją, by zaoszczędzić sobie pustych zacięć spowodowanych czynnikami przypadkowymi. Przeciwnie płoć. Jej przynęta zdecydowanie powinna się przesuwać tuż nad dnem. Nie dotykać go. Siłą rzeczy więc i żaden element zestawu nie może sięgać dna. Nie ma zatem potrzeby dodatkowego rozkładania obciążenia. Będzie narastało czy pozostawało skupione - zależy od warunków. Blisko haczyka natomiast niech się znajduje śrucina sygnalizacyjna. Od pochwycenia przynęty do sygnalizowania tego na spławiku powinien upłynąć czas jak najkrótszy. Jeśli jest zbyt długi (albo jeśli sam moment się przegapi), płoć wyczuwa, że coś jest nie tak, i przynętę wypuszcza, zanim branie w pełni się objawi na spławiku.


Dostosowanie obciążenia do gatunku ryby, zestaw na: a - leszcza, b ?płoć

Haczyk dobiera się, jak zawsze, przede wszystkim do przynęty. Trzeba jednak do tej zasady podchodzić rozsądnie. Jego wielkość bowiem powinna być zestrojona z grubością przyponu. Ten zaś - z całym zestawem i dalej, z wędziskiem. Często nie pozostaje nic innego, jak elastycznie godzić rodzaj przynęty, wielkość haczyka i średnicę żyłki. W tej metodzie jego numer wyraża się najczęściej liczbą dwucyfrową: od 10-12 przy dżdżownicach lub grochu, przez 14-16 przy białych robakach, po 18-20 (a nawet 22) przy ochotce. Rzadko, ale używa się też większych.
Wobec niewielkich odległości holowania nie trzeba na ogół posługiwać się haczykami o trzonku krótkim. Można używać wygodniejszych, z długim - chyba że rodzaj przynęty dyktuje coś innego.
Z tego przeglądu elementów sprzętu wynikają od razu pewne wskazówki co do zestawienia całości. Należałoby jeszcze tylko rozpatrzyć kwestię długości zestawu. Nie jest to sprawa błaha.
Najdogodniej operuje się wędką, gdy jest on nieco krótszy od wędziska. Uniósłszy je pionowo mamy wtedy haczyk na wysokości mniej więcej chwytu. Czasami stosuje się dłuższy, by powiększyć zasięg łowienia. I możliwości, i korzyści są tu jednak ograniczone.
Różnica długości może sięgać co najwyżej metra, a i to tylko przy wędziskach krótszych, lżejszych. Można je bowiem jedną ręką unieść na tyle, by drugą sięgnąć do haczyka lub by wprowadzić rybę do podbieraka. Przy różnicy większej zarzucenie jako tako poprawne graniczyłoby z niepodobieństwem. Przy holowaniu zaś bylibyśmy skazani na chwytanie żyłki ręką. Nawet jeśli szczególnie sprzyjające okoliczności (obfite łowisko, dobre żerowanie) pozwolą na stosowanie zestawu na tyle mocnego, by to przetrzymał, grozi to przecięciem rybiego pyszczka. Szarpnięcia bowiem przestają być amortyzowane elastycznością wędziska.
Trudne zatem coś takiego polecać jako praktykę stałą. Zresztą, mało skuteczne jest samo łowienie w odległości przekraczającej długość wędziska; zwłaszcza w wodzie bieżącej mamy wówczas znikomą lub zgoła żadną możliwość oddziaływania na zestaw.
Wyraźne korzyści daje natomiast skrajne odwrócenie proporcji: użycie zestawu znacznie krótszego od wędziska. Nazywa się to zestawem skróconym. Stosuje zaś tam, gdzie głębokość łowiska, a ściślej: odległość od dna do poziomu, na którym znajduje się łowiący, jest mniejsza od odległości łowienia. Przy zwykłej długości zestawu należałoby w takim wypadku trzymać wędzisko skośnie do góry. Zmniejsza to jego rzeczywisty zasięg, jeśli chcemy łowić pod nim; a to przyjęliśmy jako zasadę. Dalej: wolny odcinek żyłki jest bardzo długi, co utrudnia prowadzenie zestawu i manewrowanie nim w wodzie. Pozostaje on pod dużym wpływem wiatru. Przy zacinaniu znaczny ruch szczytówki powoduje niewielki i opóźniony ruch haczyka.
Użycie zestawu skróconego pozwala uniknąć wszystkich tych niedogodności. Spławik znajduje się wprost pod szczytówką wędziska trzymanego poziomo, a więc wykorzystuje się cały jego zasięg. Wolny odcinek żyłki jest krótki. Ruch zacięcia przenosi się na haczyk całkowicie i bez zwłoki; stąd nazwa styl szybkiej akcji. Pojawia się jednak nowy kłopot. Przy różnicy długości zestawu i wędziska większej niż 2 m niepodobna doprowadzić rybę do brzegu bez unoszenia nad powierzchnię. Mowy też nie ma o sięgnięciu do haczyka. Dość komicznie by


Długość zestawu: a - przy zwykłym podczas zacinania szczytówka wykonuje ruch znacznie większy niż haczyk, b - przy skróconym haczyk unosi się tyle samo co szczytówka, c-jednak przy takiej proporcji długości nie sposób sięgnąć do haczyka, d - wystarczy jednak odjąć dolną część wędziska, by wszystko było w porządku

Praktyczne wykonanie tego, co na rysunku obok jest pokazane schematycznie: 1 - zacięcie z donęceniem odcinającym, 2 - rozłączenie wędziska, 3 -odłożenie dolnej części na podpórkę, 4,5- teraz już bez trudu można rybę doholować, 6 - i tak p. Jerzy Karbownik ze Strzelców Krajeńskich wyciąga z Warty kolejnego leszcza.

wyglądał nieborak tańczący wokół takiego masztu i próbujący dosięgnąć trzepoczącej przy nim rybki . Ona zresztą miałaby na ten temat jeszcze inne zdanie.
Toteż warunkiem stosowania zestawu skróconego jest zapewnienie możliwości niekłopotliwego skracania wędziska na czas wyjmowania ryby lub zmiany przynęty . W praktyce nadają się do tego wyłącznie wędziska o złączach nasadowych, przynajmniej w części dolnej.
Najbardziej choćby niekłopotliwe skracanie wędziska zawsze jednak skutkuje rozproszeniem uwagi, niemożnością właściwego reagowania na ataki holowanej ryby. Dlatego niezbędne jest zabezpieczenie się przed jej szarpnięciami - np. za pomocą amortyzatora gumowego.
Korzyści z zestawu skróconego ujawniają się wyłącznie przy braniach skąpych: na ubogim łowisku, w kiepski czas. Przy dobrym żerowaniu nie zawsze jest sens komplikować sobie nim łowienie. Spudłowane branie może się powtórzyć znacznie szybciej, niż zdążylibyśmy ze skróceniem wędziska, wyholowaniem i odhaczeniem ryby, założeniem przynęty, ponownym przedłużeniem i zarzuceniem wędki. Dążenie do pełnego wykorzystania wszystkich brań też powinno mieć swoje granice, wyznaczone zdrowym rozsądkiem.
Tenże rozsądek powinien kierować nami cały czas. Słuszne jest dążenie do stosowania sprzętu możliwie finezyjnego. W naszej spławikówce sensowne obciążenie mieści się zazwyczaj w granicy do 0,5 g, co odpowiada np. dziesięciu śrucinkom średnicy 2 mm. Kiedy jednak mamy łowić 8- czy 9-metrowym dyszlem na głębokości tyluż niemal metrów, nie wahajmy się przed obciążeniem nawet większym niż 1 g (i odpowiednio spławik, żyłka itd.). Ale jeśli znów brania okażą się kiepskie, to lepiej mimo wszystko pogodzić się z długim czekaniem na opadnięcie zestawu, niż przez jego nadmierną bezwładność narazić się na utratę ich części. Nie zasadzajmy się z żyłką 0,10 w pobliżu zawad podwodnych, zwłaszcza jeśli oczekiwane ryby nie należą do nazbyt płochliwych. Przykładem mogą być liny w porośniętych oczkach. A więc kuty haczyk 8-10, przypon 0,16-0,18 itd. Ale to już raczej skrajność.
Przeciwstawną skrajność stanowi łowienie ryb drobnych. Powiedzmy - uklei. Pewne zastosowanie ma to i w praktyce amatorskiej. Raczej uboczne. Ot, trochę wprawka, trochę urozmaicenie długotrwałego czatowania na okaz. Może uratowanie honoru, gdy porządne ryby zawiodą, albo zaopatrzenie się w zapas rybek przynętowych. Przede wszystkim jednak ma znaczenie w zawodach. Ich warunki nie zawsze pozwalają na wybór ryb godniej szych. A wygrać trzeba. W tym wypadku, przypomnijmy, często liczy się przede wszystkim tempo łowienia (do kilkuset sztuk na godzinę) i jemu jest podporządkowany dobór sprzętu.
A więc wędziska krótkie (łowi się zwykle blisko brzegu), lekkie i poręczne, z wygodnym chwytem. Dobrze mieć ich komplet, różniących się o kilkadziesiąt centymetrów, by móc się precyzyjnie dostosować do każdej odległości. Zestaw bardzo lekki i długością dobrany co do centymetra - tak by nie zwalniając chwytu ani nie przesuwając dłoni po rękojeści, można było kciukiem i palcem wskazującym chwycić haczyk, gdy wędzisko jest uniesione pionowo.

Pogoda

Niedziela, 05 września 2010

Pochmurno

Temperatura:
od 8 °C do 16 °C

Kierunek wiatru: północno-wschodni

Szybkość wiatru:
14.4 km/h

Czynnik chłodzący: 12.62°C

Wschód: 05:59
Zachód słońca: 19:21

Nawigacja

Logowanie

Użytkownicy online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 1 gość.