Spławikówka
Metodą spławikową można łowić wszelkie gatunki ryb, trzeba tylko dobrać przynętę. Stosuje się ją jednak przede wszystkim na płocie i innych karpiowate. W pierwszej połowie zimy żerują one raczej słabo. Właściwy zatem sezon tej metody przypada na koniec lutego i marzec. Do jakości i długości wędziska tradycyjnie przywiązywano niewielką wagę. Utarło się bowiem używać sprzętu prymitywnego, z kołowrotkiem obrotowym lub zgoła jakimś motowidełkiem, spławika zaś stałego; przy większych zatem (powyżej 2 m) głębokościach łowienia zatopienie zestawu i wyholowanie ryby wymagało wzięcia żyłki w rękę. Jej luźne zwoje odkładało się na lód, o którego kawałki zahaczała, co jakiś czas się plątała, ale co było począć. Postęp jednak dociera i do tej metody. Sięgnięto po kołowrotki o szpuli stałej, wykorzystując wszystkie ich zalety w postaci szybkiego zwijania, dokładnej regulacji oporu itd. W połączeniu z przelotowym mocowaniem spławika umożliwiło to pełne wykorzystanie wędziska. Nie powinno być zbyt długie; 1 m to raczej granica; najporęczniejsze są takie między 60 a 80 cm. Wędziska do spławikówki podlodowej, nie składane, z włókna pełnego, można zrobić z pręta, np. pełnej szczytówki. Ma na ogół długość 1 m. Trzeba obciąć do potrzebnego wymiaru i oszlifować papierem ściernym, by uzyskać wymaganą elastyczność. Końcówka musi być szczególnie cienka i delikatna. Zaopatrujemy wędkę w przelotki i rękojeść drewnianą albo korkową oraz uchwyt kołowrotka. Transport przy tej długości nie nastręcza kłopotów. Ale kto ma stare połamane teleskopówki, może dla pełnej wygody zestawić z nich wędeczkę składaną; co 20 cm to nie 60. Szczytówkę jednak trzeba zrobić z pełnego włókna, gdyż tylko wtedy można jej nadać odpowiednią miękkość. Przelotki powinny być co najmniej dwie - szczytowa i wprowadzająca. Często spotykanym błędem jest ograniczanie się do tej pierwszej. Kołowrotek, jak zwykle przy użyciu żyłek cienkich, najlepiej bezkabłąkowy. Ale może też być kabłąkowy. Można też tradycyjnie zakładać kołowrotek obrotowy, jednak z uszczerbkiem dla wygody i precyzji łowienia. Spławik powinien być smukły. Doskonale się nadaje kolec jeżozwierza. Malunki na korpusie są w tym wypadku szczególnie bezsensowne. Sposób mocowania: jedno- czy dwupunktowo - co kto woli. Za pierwszym przemawiałoby zagrożenie obmarzaniem górnej przelotki spławika. Z drugiej jednak strony, pod koniec zimy, kiedy to głównie łowi się tą metodą, często panuje już temperatura dodatnia i owo przymarzanie raczej nie grozi. Dwa oczka mają natomiast swoje zalety: pewniejsze jest opadanie zestawu, bo żyłka ma mniejszą szansę przywierania do spławika, lepiej widać niektóre rodzaje brania. Przy ujemnej temperaturze wskazane jest takie umieszczenie spławika, by się całkowicie skrył tuż pod powierzchnią wody. Nie polega to na odpowiednim wyważeniu, jak piszą niektórzy autorzy, bo przecież tak przeciążony by tonął. Trzeba po prostu odpowiednio dobrać grunt, tak żeby ciężarek przeciążający, najbliższy haczyka i możliwie najdrobniejszy (pyłek), spoczął na dnie, kiedy tylko antenka się zanurzy. Mamy więc do czynienia z rodzajem bardzo lekkiej przystawki. Coś takiego, rzecz jasna, nie wchodzi w rachubę przy łowieniu znad dna. Przynajmniej znikoma część spławika musi wtedy wystawać, aby zapewnić niezbędną nadwyżkę wyporności nad obciążeniem. Ono samo powinno być rozłożone równomiernie (nigdy punktowe!), jak zwykle w wodach stojących. Należy przy tym unikać śrucin, gdyż przypominają małe skorupiaczki i stają się przedmiotem ataków ryb, co owocuje licznymi fałszywymi braniami; ot, taka niezamierzona mormyszka. Do zimowego przewrażliwienia ryb na wszelkie podejrzane opory świetnie pasuje obciążenie ze stylii, miękkie, pozwalające zestawowi płynnie się poddawać podczas brania. Haczyk co najwyżej nr 16; to raczej do łowienia na ciasta, pasty. Do przynęt naturalnych, jak ochotka - numer 18, a nawet 20, Wobec zimowego osłabienia wystarcza to do holowania nawet dużych leszczy, a przy tym pozostaje we właściwej proporcji do grubości żyłki - 0,12 i mniej. Branie przejawia się czasem ledwie dostrzegalnym drgnięciem spławika lub jego lekkim przesunięciem, któremu najczęściej towarzyszy niewielkie uniesienie. Natychmiast po zacięciu trzeba płynnym ruchem wędziska, jeszcze bez kręcenia kołowrotkiem, odprowadzić rybę w górę, aby nie płoszyła pozostałych na łowisku. Nie każda, co prawda, da się tak unieść. Jeśli trafi się większy leszcz, może być trudno. Dopiero od tej pozycji zaczyna się normalne holowanie ? ze zwijaniem żyłki na kołowrotek czy zbieraniem ręką, jeśli ktoś trwa mimo wszystko w przywiązaniu do szacownej tradycji (lub żałuje grosza na sprzęt bardziej nowoczesny).

Pogoda

Wtorek, 07 września 2010

Pochmurno

Temperatura:
od 11 °C do 17 °C

Kierunek wiatru: wschodni

Szybkość wiatru:
14.4 km/h

Czynnik chłodzący: 13.82°C

Wschód: 06:02
Zachód słońca: 19:17

Nawigacja

Logowanie

Użytkownicy online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 1 gość.