Przynęty
Błystki wahadłowe, towarzyszące spiningowi od początku jego współczesnej postaci, zaczęły kilkanaście lat temu tracić na popularności. Wiązało się to z rozpowszechnianiem przynęt nowych, przy których tamte zakrawały na prymitywny przeżytek: zwykły toporny kawałek 1-3-milimetrowej blachy, najczęściej mosiężnej lub miedzianej, ale czasem także żelaznej, powleczonej galwanicznie, z kotwiczką dołączoną poprzez kółko łącznikowe. Ostatnio jednak notuje się wyraźny ich powrót. Okazują się bowiem doskonałe - ale tylko w odpowiednich rękach. To, co w innych błystkach daje specjalna konstrukcja, tu trzeba wypracować, więcej finezji wkładając w prowadzenie. Rodzaj ruchów, jakie wahadłówka wykonuje podczas ściągania w wodzie, zależy od jej materiału i budowy. Im szersza, bardziej wygięta (podłużnie i poprzecznie) i z cieńszej blachy, tym pracuje energiczniej. Kołysze się żywiej, z większym wychyleniem, większy też stawia opór. Modele bardzo krótkie i silnie wygięte w obu płaszczyznach wpadają wręcz w obroty. Tak się zachowują popularne karlinki, w rzekach pomorskich stosowane do łowienia troci. Tę różnicę w zachowaniu niektórzy chcą odzwierciedlić w nazwie błystki obrotowe - którą jednak powszechnie się odnosi do całkiem innej konstrukcji, o której niżej. Ponieważ w ruch obrotowy mogą wpadać także błystki mniej wygięte, dla uniknięcia skręcania żyłki warto je wiązać za pośrednictwem krętlika; w wypadku karlinek jest to zgoła nieodzowne. Znajomość zależności pracy błystki od kształtu można wykorzystywać dla dostosowania jej zachowania do potrzeb. Żywszy ruch uzyska się przez silniejsze wygięcie korpusu. Uspokojenie zaś - przez spłaszczenie. W wypadku blachy grubszej trzeba to robić w imadle, cieńszej - nawet na łowisku, w palcach. Podobny efekt uzyskuje się opiłowując blachę lub rozcinając błystkę wzdłuż. Mniejsze znaczenie dla łowności mają drobne zdobienia powierzchni w postaci wygrawerowań, tłoczonego wzoru łusek itp. (barwa to inna rzecz; o tym dalej). Niemniej niektórzy dużym nakładem pracy zaopatrują swoje błystki w takie urozmaicenia; być może przekonali się jednak o ich wpływie na skuteczność. Także niektóre firmy wzbogacają swoje wyroby o wymyślne dodatki. Na ścianie znanego nam domu przez lata wisiała, na przykład, ładna wahadłóweczka, z jednej strony niklowana, z drugiej połyskliwie miedziana, w przedniej części otwór, w którym został obrotowo, na specjalnie przewleczonym drucie, osadzony rubino-woczerwony koralik, oszlifowany na kształt kryształu. Istny klejnot. W wodzie specjalnie nie przewyższał łownością wzorów prostych. Zdecydowanie jednak lepiej się prezentował jako ozdoba pokoju - i z taką chyba intencją firma wypuściła to pracochłonne cacko (choć informacja na opakowaniu o tym milczała). Dobrze natomiast robią zawieszone przy kotwiczce wabiki, o których dalej. Duże wahadłowki są szczególnie popularne wśród łowców szczupaków, nieco mniejsze - troci. Pokaźny rozmiar zresztą nie tyle sprzyja braniu drapieżników wielkich, ile wyklucza małe; a i to nie zawsze skutecznie, bo np. okonie potrafią się zapinać na przynęty niewiele od siebie mniejsze lub nawet większe. Modele wąskie dobrze skutkują na bolenie i sandacze. Najmniejsze są dobre na pstrągi, szczególnie wiosną. Ze wzorów krajowych największą popularnością cieszą się: Alga, Gnom, Wydra, Cyklop. Z zagranicznych: Toby i Salar (Szwecja), Orkla i Eira (Francja) oraz Heintz (Niemcy). Ta ostatnia stanowi dopracowaną replikę łyżki Heintza -jednej z historycznie pierwszych przynęt spiningowych. Błystki obrotowe, zwane też wirowymi, cechują się budową dość skomplikowaną. Ich wielkość określa się najczęściej przez odniesienie do wyrobów znanej francuskiej firmy Mepps. Oznacza ona poszczególne rozmiary numerami od 0 (najmniejsze) do 5. Inne, jak szwedzka AB U, podają ciężar w gramach. Dla zachowania się błystki w wodzie istotne znaczenie ma kąt, pod jakim skrzydełko (paletka) obraca się wokół korpusu, stanowiącego zasadnicze obciążenie. Im szerzej się ono kręci, tym większy opór stawia przynęta podczas ściągania. Przy prowadzeniu pod prąd powinien on być niewielki. Z prądem - przeciwnie: już niewielka prędkość względem wody powinna wprawiać skrzydełko w obroty. O rodzaju pracy decydują głównie jego kształt, profil i ciężar. To pierwsze widać na przykładzie modeli firmy Mepps. W błystkach typu Aglia, o paletce stosunkowo szerokiej, kształtu grubej kropli, obraca się ona pod kątem około 60° w stosunku do osi, a więc szeroko. We wzorach typu Comet skrzydełko jest nieco węższe. Obraca się pod kątem około 45°. Aglia Long z kolei odznacza się jego kształtem długim i wąskim (listek wierzby). Chodzi ono ciasno przy korpusie. Aby uwolnić wędkarza od konieczności ciągłego zmieniania błystek przy stosowaniu różnych kierunków rzucania, firma wypuściła model oznaczony symbolem GV(Geometrie Yariable, zmienna geometria). Skrzydełko składa się w nim z dwóch częściowo się nakładających blaszek, obrotowo połączonych w miejscu zawieszenia na strzemiączku. Zsuwając je i rozsuwając zmniejsza się lub zwiększa powierzchnię nośną, co pozwala w pewnym zakresie regulować pracę błystki. Im paletka bardziej płaska (w ograniczonym zakresie), tym większe jej odchylenie od osi. Tak samo zachowuje się skrzydełko lżejsze, np. sporządzone z cieńszej blachy. Firmy wyspecjalizowane, jak wspomniane Mepps i ABU (błystki Droppen, Reflex) czy inna francuska Rublex (Veltic, Celta), dopracowują swe wyroby pod każdym względem. Jakiekolwiek zmiany kształtu skrzydełek najczęściej prowadzą do pogorszenia zachowania. Najczęściej nie wymagają też korekt znane krajowe Rega, Drawa, Radar, Super Wir, Amur. Podane zależności warto natomiast wykorzystywać przy dostrajaniu obrotowej własnej roboty. Choć bowiem konstrukcyjnie bardziej skomplikowane, lepiej się do tego nadają niż wahadło wki. Szczegółowy opis wykonania jednak pomijamy, bo interesuje ona tylko wąski krąg hobbystów. Niezależnie od podstawowych cech pracy błystki, jak lekkość, cichość, symetryczność i szybki start (co bardzo ważne!), trzeba jej charakter dostosować do potrzeb. Jeśli skrzydełko obraca się zbyt ciasno, to wystarczy je ostrożnie przypłaszczyć symetrycznie do osi podłużnej. W tym celu ściska sieje delikatnie między równoległymi płaszczyznami. Jeśli używamy imadła, to jego radełkowane szczęki trzeba obłożyć deszczułkami lub czymś podobnym, żeby nie kaleczyć powierzchni blachy. Paletki bardzo małe można po prostu ścisnąć w szczypcach, co daje się zrobić nawet nad wodą. Poszerzenie ruchu uzyska się także przez zmniejszenie masy skrzydełka. Jednym ze sposobów na to jest wytrawianie kwasem - oczywiście po zdjęciu z błystki. Trzeba zachować ostrożność, żeby w ogóle coś z niej zostało. Najlepiej zaś używać roztworów wybłyszczających, dzięki którym powierzchnia pozostaje gładka, a warstwa zdjętego metalu jest wszędzie jednakowa. Inny sposób polega na wywierceniu w skrzydełku, na jego osi podłużnej, jednego, dwóch, a nawet trzech otworów średnicy od 2 do 5 mm, zależnie od szerokości. Nie tylko wpłyną one na zwiększenie rotacji, ale dodatkowo wywołają wabiące drgania wody przy ściąganiu; efekt ten wykorzystano w modelu Celta Turbo firmy Rublex. Znacznie trudniej poprawić pracę błystek obracających się zbyt szeroko, czyli mających wypukłość skrzydełka zbyt małą w stosunku do kształtu i ciężaru. Względnie najpewniejsze jest jego galwaniczne pogrubienie. Podobny efekt daje pokrycie folią samoprzylepną. Można też próbować szczypcami podgiąć do dołu tylną część skrzydełka. Prawie nieosiągalne jest jednak zachowanie przy tym pełnej symetryczności - z wyżej opisanymi skutkami dla skręcania się żyłki. Na niesłuszne więc wygląda mniemanie, że dobra obrotówka to taka, której skrzydełko kręci się szeroko. To zależy od warunków. Bardzo natomiast ważne, by dawała rotację ostrą, szybką. Ona w jakimś stopniu zastępuje nawet wielkość przynęty: błystka mniejsza o rotacji ostrej daje efekt ten sam, co większa, lecz leniwa. Nie mniej ważne jest, żeby startowała natychmiast po rozpoczęciu ściągania. Konieczność rozpędzania się przez metr czy dwa, by paletka weszła na obroty, czyni obrotówkę w znacznym stopniu bezużyteczną. Inny nieuzasadniony pogląd nakazuje przezbrajać błystkę stosownie do spodziewanej wielkości zdobyczy. Zasada jest tymczasem inna. Rozstaw grotów zawsze powinien być prawie taki jak szerokość obrotu skrzydełka- o milimetr do dwóch mniejszy. Dla zwiększenia chwytliwości nie należy kotwiczki zmieniać. Wystarczy ją nieco odsunąć. Osiąga się to najprościej przez dołączenie jej poprzez kółko łącznikowe. Jego wielkość musi być, rzecz jasna, proporcjonalna do wielkości błystki. Do numerów 0 i 1 trzeba je na ogół dorabiać samemu. Kółeczko daje tę dodatkową korzyść, że uelastycznia połączenie kotwiczki z korpusem. Ponadto łatwo ją wymienić bez rozbierania całej błystki, koniecznego w konstrukcjach oryginalnych. A przecież często jest tak, że na zaczepie ułamują się same groty. Wówczas wystarcza kilka ruchów i błystka znów do użytku. Znakomity, nie żyjący już wędkarz pstrągowy Karol Leonowicz opracował system nieco odmienny. Jeden grot kotwiczki zmieniał mianowicie na większy i przylutowywał nieco niżej. Okazywało się to skuteczne zwłaszcza w stosunku do wąchaczy, czyli ryb podążających za blaszką, z pyskiem tuż przy niej, ale nie atakujących, tylko odprowadzających ją niemal do wyjęcia z wody. Niektórzy zwalniają wtedy ruch przynęty, co jest całkiem bezsensowne. Inni przyśpieszają, co już lepsze. Najlepiej natomiast w takich razach poderwać ją do góry, jakby rybka chciała wyskoczyć nad powierzchnię. W połowie wypadków albo i częściej daje to efekt. Ów przedłużony grot zaś wybornie pomaga. Błystki obrotowe (albo wirowe) wykazują łowność w stosunku do wszystkich ryb drapieżnych, tak łososiowatych, jak nizinnych, a nawet karpiowatych, uważanych - w odróżnieniu od bolenia i klenia - za niedrapieżne: jaź (na małeye-dyneczki biorą nawet niewymiarowe, kilkunastocentymetrowe), leszcz, wzdręga, brzana, świnka. Dewony to imitacje rybek ciężkie, masywne. Ich korpus, najczęściej metalowy, jest osadzony na drucie z kotwicą i zaopatrzony w skrzydełka powodujące jego obrót wokół osi. W innych wersjach sam pozostaje nieruchomy, obraca się tylko umieszczona przed nim turbinka. Przynęty te są u nas mało popularne. Stosuje sieje w rzekach o bardzo wartkim nurcie, do łowienia troci i pstrągów. Woblery, w odróżnieniu od powyższych trzech grup przynęt, są zbudowane z materiałów niemetalicznych: drewna, gumy, tworzyw sztucznych. Na ogół naśladują wyglądem rozmaite zwierzęta wodne i około wodne - najczęściej ryby, ale także raki, owady, płazy, gady. Niektóre nie przypominają niczego znanego z natury. W ogóle zróżnicowanie tych przynęt jest olbrzymie. Istnieją konstrukcje jedno- i wieloczęściowe, miniaturowe i olbrzymie (od 2-3 do 40 cm), tonące i pływające, o sterze głębokości stałym i nastawnym. Ten ostatni to blaszka metalowa lub płytka z plastiku (celuloid, pleksi), umocowana w przedniej części korpusu. Kiedy tworzy z poziomem kąt niewielki (20 do 40°), wobler przy ściąganiu pływa głęboko. Jeśli jest on zbliżony do 45° - średnio. Przy jeszcze większym, do prostego - płytko. Możliwość regulowania tego kąta istnieje w modelach droższych, jak Hilo firmy AB U czy Magnum Rapala. Liczy się nie tylko kąt, ale także stosunek powierzchni płytki do wielkości korpusu (im większy, tym praca ostrzejsza) oraz jej profil; korpusowi bardziej pękatemu towarzyszy zazwyczaj ster uformowany w kształt kaczego dzioba. Zadaniem woblera jest na ogół udawanie rybki chorej, osłabionej. Powinien się więc poruszać ruchem niepewnym, zmiennym, chybotliwym. Płynący prosto, niczym ołówek, okaże się nieskuteczny. Zmienną głębokość płynięcia osiąga się przez szybsze i wolniejsze kręcenie korbką kołowrotka. Pod wpływem steru głębokości wobler pływający przy przyśpieszeniu zanurza się głębiej, przy zwolnieniu wypływa. Tonący - na odwrót. Na uzyskany w ten sposób ruch falisty powinno się nałożyć kołysanie na boki, jak w błystce wahadłowej, oraz kolebanie wokół osi podłużnej. Jakość tego ruchu złożonego bywa dla łowności ważniejsza niż inne cechy przynęty, jak wielkość, kolor itd. Korekt - odpowiednich choćby do charakteru nurtu - wymagają przy tym nawet wyroby firm renomowanych, jak uważanej za przodującą w tej dziedzinie Rapali. Zaleca ona regulację swych woblerów przez odpowiednie wyginanie kółka łącznikowego. Uniesienie go lub opuszczenie wpływa na pionowe ruchy przynęty, odchylenie zaś w bok pozwala znieść trwałe przechyły, niekorzystnie się odbijające na łowności. Zachowanie woblera można też regulować opiło wuj ąc lub wyginając ster. Szczególne efekty niektórzy wytwórcy osiągają za pomocą specjalnych dodatków. Tak np. w zestawie wyrobów firmy Rublex znajdują się woblery Truitex, zaopatrzone w metalowy obciążnik umocowany w części brzusznej. Nadaje on szczególną stateczność hydrodynamiczną. Uformowana zaś w nim wnęka powietrzna ułatwia wprawienie przynęty w ruch wężykowaty, naśladujący paniczną ucieczkę ryby. Z kolei wobler Big S firmy Shakespeare ma w pustej przestrzeni wewnątrz zamknięte kuleczki, które podczas prowadzenia wydają grzechoczący odgłos - z trudnych do wyjaśnienia powodów wybitnie prowokujący szczupaki. Uzbrojenie woblera stanowią zazwyczaj dwie kotwiczki. W modelach większych jest ich więcej. Nasze przepisy ograniczają ich liczbę do trzech. Nie ujmując nic chwalebnej intencji tego zapisu (chodzi o wykluczenie możliwości kłusowniczego łowienia na podhaczkę), nie bardzo on przystaje do tego akurat typu przynęt. Wobler długości 40-cm (a i takie się stosuje) z trzema tylko kotwicami to zwyczajne nieporozumienie. Bez względu na ich rozmieszczenie szansa zacięcia atakującego drapieżnika jest bliska zeru. Nadzwyczajna skuteczność woblerów w jakimś stopniu wynika z tego, że stanowią one coś nowego. Znane jest przecież zjawiskoprzebłyszczenią. Polega ono na tym, że po dłuższym czasie powszechnego używania jakiegoś typu przynęty sztucznej, np. błystek, w zbiorniku zauważa się spadek lub zgoła zanik zainteresowania nią ze strony ryb. Coś nowego, odmiennego, staje się natomiast od razu przedmiotem ataków. Po dziesiątkach lat biczowania blachami, woblery taką odmianę wniosły. To jednakże nie wszystko. Odznaczają się bowiem wszechstronnością zastosowań jeszcze większą niż błystki - mimo ich niezwykle przecież bogatego wyboru. Woblery nadają się na wszelkie wody: od stojących po wybitnie wartkie. Rzecz jasna, do charakteru łowiska trzeba dostosować i wielkość, i proporcje przynęty. Im, na przykład, szybszy nurt, tym mniejszy w stosunku do korpusu powinien być ster głębokości. W zbiornikach obfitujących w roślinność zanurzoną wobler, w odróżnieniu od błystki, można bez większego trudu prowadzić w wąskiej nie zarośniętej warstwie przypowierzchniowej. W rzekach z kolei ogromnym ułatwieniem jest możliwość puszczenia go z nurtem w miejsca nieosiągalne za pomocą rzutu - stanowiącego jedyną możliwość w wypadku przynęt tonących. Potem, odpowiednio prowadząc, można go przepuścić przez wszystkie ciekawe miejsca po drodze: głęboczki za kamieniami, okolice zatopionych konarów itd. Modele największe (jak wyżej wspomniane 40-cm) stosuje się na szczupaki i głowacice. Średniej wielkości - na sandacze, szczupaki, sumy, trocie i bolenie. Najmniejsze - na pstrągi, klenie, okonie. Skoczki albo twistery przywędrowały do Europy względnie niedawno. W Ameryce od lat cieszą się wielką popularnością. U nas także obecnie zajęły przodującą pozycję wśród przynęt spiningowych. Składają się z ciężarka, uformowanego na haczyku i mającego najczęściej postać ołowianej kulki lub rybiej główki, oraz korpusu z ogonem, wykonanego z materiału giętkiego i elastycznego: piór, puchu, sierści, włókien syntetycznych, miękkich tworzyw kauczukopo-dobnych. Te ostatnie zyskały szczególną popularność. Wytwarza sieje oddzielnie, tak że można je wymieniać - czy to po zużyciu poprzedniego, czy dla dobrania stosownej barwy; do najczęściej spotykanych należą: czerwień, pomarańcz, opalizująca biel i seledyn. Kształtem twistery (czyt. tłistery) zazwyczaj przypominają rybki, robaki, wie-loszczety i inne stworzenia wodne. Jak zwykle w wypadku przynęt sztucznych, bywają także modele całkiem fantazyjne. Dla skuteczności decydujące znaczenie ma ogonek, formowany często w rodzaj rozciągniętej spiralki. Podczas ściągania przynęt wpada on w falujące ruchy drgające, wabiąco działające na ryby. W wodzie stojącej zasadniczym sposobem prowadzenia przynęty jest jej ściąganie przy dnie krótkimi skokami, tak aby jej tor miał kształt piły. W płynącej posługuje się nią jak błystką. Łowność można czasem zwiększyć przez skracanie lub nacinanie giętkiego tułowia i ogonka. Jeszcze nie tak dawno główki z uszkiem i wtopionym haczykiem trzeba było odlewać samemu, co zresztą nie nastręczało szczególnych kłopotów. Część giętką nadal się często formuje we własnym zakresie i odpowiednio do własnych doświadczeń - z cienkiej gumy z rękawiczek ochronnych, z boa ze strusiego puchu i innych podobnych materiałów. W takim właśnie wykonaniu skoczki zdobyły dużą popularność w regionach południowo-zachodnich. Zwie sieje tam szwanca-mi albo kotomyszami. Pierwszą nazwę łatwo wywieść z niemieckiego (Schwanz -ogon). Na drugą trudno znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie. Ale tak w wędkarstwie bywa często. Najważniejsze zaś nie jak się zwał, tylko żeby łowny był. A twistery właśnie są. Same, bez dodatków, wykazują wybitną skuteczność w stosunku do sandaczy, kleni, okoni. Wzbogacone o połyskliwy element wirujący, jak skrzydełko od maleńkiej błystki obrotowej - także na szczupaki, trocie, sumy. Takie kompozycje przynęto we (inaczej przynęty składane albo tandemy) można zestawiać z rozmaitych składników. Szczególną skuteczność wykazują w wodach przebłyszczonych, jako że stanowią odmianę. Dozwolone jest uzbrajanie tylko jednej z kojarzonych przynęt. Z powodów technicznych należy je montować tak, aby cięższa wypadała na końcu. Zaniedbywanie tej zasady powoduje splątania w czasie rzutu. Kotwiczka bowiem, poprzedzana przez nieuzbrojony element cięższy, zaczepia o żyłkę. Zachodzi coś podobnego do łódeczko-wania, zdarzającego się często przy nieumiejętnych rzutach zwykłą wahadłówką. Powstania łódeczki można uniknąć wyhamowując lot przynęty w końcowej fazie jej lotu. Nieuzbrojoną wirówkę łączy się nie tylko ze skoczkiem, jak wspomnieliśmy wyżej, ale także np. z większą obrotówka, wahadłówką (oczywiście już zaopatrzonymi w kotwiczki), dużą sztuczną muszką, dewonem, uzbrojoną sztuczną rybką. Skuteczność wahadłowki z kolei podnosi się przez założenie na jej kotwiczkę (lub haczyk, jeśli jest uzbrojona w pojedynczy) skoczkowego korpusu z giętkiego tworzywa (wajchplastiku, jak mówią ludzie pozostający pod wpływem języka niemieckiego). To ostatnie graniczy w zasadzie ze szczególnym sposobem uatrakcyjniania przynęt spiningowych - mianowicie zdobieniem ich uzbrojenia. Kotwice błystek obrotowych przystraja się włóczką, piórami, puchem, kawałkami rurki igelitowej lub kompozycjami tych materiałów (coś jakby sztuczna muszka). Trzeba mieć na uwadze, że ozdoby nasiąkliwe stwarzają niebezpieczeństwo skorodowania kotwicy, zatrzymują bowiem wilgoć. Do błystek wahadłowych stosuje się raczej płytki plastikowe (czasem kawałki szkiełek odblaskowych) w kształcie płetwy ogonowej. Pęki, zwłaszcza włóczki, pogarszałyby pracę przynęty, działając jak dryfkotwa. Wspomnianych wyżej elementów z wajchplastiku używa się także do uatrakcyjniania woblerów. Kolory tych dodatków bywają różne. Najczęściej stosuje się czerwony, na który szczególnie reagują szczupaki i okonie. Podkreślmy: nie służą one maskowaniu haków, jak uważają niektórzy; chodzi tylko o dodatkowe wabiki. Tym większą rolę odgrywa barwa samej przynęty. Niestety, niezmiernie trudno tu o jakieś stałe i powszechnie się sprawdzające reguły. Z pewnością powinna ona być dostosowana do ubarwienia rybiego drobiazgu, stanowiącego najczęstszy łup drapieżników, na które się nastawiamy. W wypadku bolenia będzie to więc na przykład naturalna barwa białego lub szarego metalu (nikiel, cyna, ołów), ewentualnie uzupełniona odcieniem błękitu; taką mniej więcej kolorystyką cechują się ukleje, stanowiące jego główne pożywienie. Na szczupaka znów przynęta powinna przypominać ryby przeważające w zbiorniku - np. połyskiwać na złocisto w wodzie karasiowej. Uważa się na ogół, że im ciemniej (głębokie prowadzenie, mało przejrzysta woda, pochmurna pogoda), tym powinna być jaśniejsza - i na odwrót. Przeciw takiemu rozumowaniu przemawia zjawisko upodabniania się ryb do otoczenia. Toteż jeśli nie doczekamy się pobić na dobraną zgodnie z regułami sztuki błystkę, powiedzmy, jasnosrebrzystą, nie zawadzi jeszcze spróbować ciemnomiedzianej. Na barwie metalu możliwości kolorystyczne się nie kończą. Powszechnie atrakcyjność błystek podnosi się przez malowanie powierzchni błystek wahadłowych oraz skrzydełek i korpusów obrotówek; o malowaniu woblerów pisaliśmy wyżej. Stosuje się bądź kolory jednolite, bądź kropki, paski. Na tle żółtym dobrze robią wzory czerwone, czarne, zielone, białe (srebrne); na białym (srebrnym) - czerwone, niebieskie, czarne, zielone; na miedzianym - czarne, czerwone, białe; na czarnym - żółte, czerwone, białe. Z zestawień tych szczególną uwagę warto zwrócić na kropki żółte na czarnym (takie paletki mają niezwykle łowne wirówki pstrągowe Black Fury - Czarna Furia), czerwone pasy na białej powierzchni małej smukłej wahadłówki (wzdłużne na znanej błystce japońskiej, skośne na sławnej PI Brodowskiego, doskonałej między innymi na późnowiosenne pstrągi) oraz rzadko u nas spotykane zestawienie żabie: żółta paletka przy seledynowym korpusie wirówki (doskonałe na pstrągi) i jasnozielone kropy na żółtym (świetne na szczupaka). Do malowania trwałego najlepiej nadają się farby nitro lub renowacyjne. Prostym i praktycznym doraźnym sposobem jest użycie trwałych mazaków (foliopisów), które z powodzeniem zastąpiły kolorowe kredki do szkła laboratoryjnego (der-matografy). Mają tę zaletę, że bez kłopotu można ich używać na łowisku. Dla usunięcia wykonanych nimi wymalowań wystarczy powierzchnię błystki wypolerować drobnym piaskiem lub ziemią. Rolę podobną jak malowanie spełnia naklejanie kawałków (pasków, kółek) samoprzylepnej folii odblaskowej. W wypadku skrzydełek błystek obrotowych trzeba się jednak liczyć z tym, że w ten sposób nieznacznie sieje dociąża. Kolejnym sposobem uatrakcyjniania przynęt spiningowych jest ich perfumowanie substancjami zapachowymi. Oddziaływanie na zmysły wzroku i linii bocznej uzupełnia się w ten sposób drażnieniem węchu smugą ciągnącą się za błystką. Firmy zachodnie sprzedają oleje śledziowe, kleniowe i inne. U nas z takich środków zapachowych dostępny jest głównie tran. Kilka jego kropli na pukielku włóczki przy kotwicy obrotówki zwiększa wydatnie jej łowność, szczególnie w odniesieniu do okoni, kleni i pstrągów tęczowych. Znaczne rozszerzenie możliwości stosowania małych błystek osiąga się przez ich dociążanie. Dzięki niemu przynęty małe i lekkie można prowadzić w partiach głębszych, co przydaje się szczególnie w wodach o silnym prądzie. Z wielu powodów jest to praktyczniejsze niż sięganie po modele duże. Raczej tylko przy błystkach obrotowych stosuje się rybie główki na drucie. Zarówno do obrotówek, jak i wahadło wek, a także sztucznych rybek (woblerów) i skoczków przydają się ciężarki ekscentryczne (odśrodkowe) zaciskane na żyłce oraz niezależne ciężarki na przyponie bocznym. Obrotówki i skoczki doskonale się dociąża kulkami na zapince z drutu, zakładanej na kółko łącznikowe. To rozwiązanie, wprowadzone przez francuską firmę A u Lion d'Or, ma rozliczne zalety. Bardzo dobrze sygnalizuje moment opadnięcia błystki na dno; odczuwa się wyraźne puknięcie. Ma się z przynętą stały kontakt, dobrze się ona układa w ostatniej fazie rzutu i świetnie prowadzi. Aby tak się działo, kulka nie może być cięższa od błystki; najlepiej, jeśli waży tyle samo. Ogólnie zresztą obciążenie dodatkowe nie może wyraźnie przewyższać masy przynęty - z wyjątkiem jedynie rybiej główki na sztywnym drucie. Szczególnie trzeba też pamiętać o wyprostowaniu zestawu przed opadnięciem do wody -przez wyhamowanie w ostatniej fazie rzutu wybiegu żyłki z kołowrotka. W przeciwnym razie trudno będzie uniknąć splątań. Czasami, zwłaszcza kiedy się oczekuje ataku szczupaka, wskazane jest dowią-zywanie przynęty za pośrednictwem przyponu metalowego, z plecionki lub litego. Na zakończenie należałoby jeszcze wspomnieć o szczególnym rodzaju przynęt spiningowych - mianowicie o martwych rybkach lub ich kawałkach (Jileci-kach). W wielu wypadkach skutecznością przewyższają one najlepsze błystki czy woblery. To zrozumiałe, jeśli wziąć pod uwagę, że w sposób najbardziej naturalny przypominają stały pokarm drapieżnika. Dla wprowadzenia w naturalne ruchy konieczne jest ich specjalne uformowanie na rozmaitych konstrukcjach metalowych. Dzięki nim podczas ściągania wykonują ruchy wahadłowe, kołyszące lub obrotowe. Temu ostatniemu zawdzięczają jedną z nazw - obrotek. Podstawową ich wadę stanowi, że niweczą jedną z najwyżej cenionych zalet spiningu - czystość, stałą gotowość, uwolnienie od uciążliwej kuchni przynętowej. Ponadto nie wolno ich stosować w większości wód krainy ryb łososiowatych.

Pogoda

Wtorek, 07 września 2010

Pochmurno

Temperatura:
od 11 °C do 17 °C

Kierunek wiatru: wschodni

Szybkość wiatru:
14.4 km/h

Czynnik chłodzący: 13.82°C

Wschód: 06:02
Zachód słońca: 19:17

Nawigacja

Logowanie

Użytkownicy online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 2 gości.