Na drapieżniki
Żywe rybki, czyli żywiec, stanową przynętę najskuteczniejszą. Do naczęściej stosowanych należą: karaś, kiełb, ukleja, płoć i wzdręga, okoń i jazgarz (nieprawda, że trzeba obcinać ich kolczaste płetwy grzbietowe). Jedynym prawnie dopuszczalnym sposobem ich uzyskiwania jest obecnie łowienie na wędkę (z zachowaniem przepisów ochronnych!). Najskuteczniejsze są rybki stanowiące przeważający pokarm naturalny w łowisku. Dopiero w drugiej kolejności kierujemy się łatwością uzyskania. Do przechowywania krótkotrwałego wystarcza sadzyk, najlepiej dwuczęściowy: ażurowy koszyk na ryby umieszczony w pojemniku na wodę. Na dłużej wypada sięgnąć po metody akwarystyczne lub np. wykorzystać oczko w ogrodzie. Na haczyk trzeba rybkę zakładać tak, by jak najmniej ją uszkodzić i pozostawić jak największą swobodę ruchu. Najlepiej jest zaczepić o którąś z warg lub o obie - w porach chłodniejszych, kiedy oddechowe potrzeby ryb są mniejsze. Martwe rybki sprawują się najlepiej, gdy są świeże. Można używać mrożonych, ale trzeba się wówczas liczyć z osłabieniem tkanki. Gatunki wybiera się tak samo jak w wypadku żywców. Wielkość przynęty w znacznym stopniu zależy od wielkości poszukiwanej zdobyczy. Na niewielkie, kilkucentymetrowe piekielnice bierze nawet spokojnego żeru brzana. Ale już kilkunastokilogramowego szczupaka trudno skusić na płoć mniejszą niż półkilogramowa; nie każdy się zdecyduje zaryzykować poświęcenie zdobyczy tak okazałej. Z zasady nie stosuje się sztuk większych niż 10-cm. Do zakładania na haczyk (o długim trzonku i okrągłym łuku) ryba powinna być giętka. Jeśli nie jest, trzeba ją kilkakrotnie poprzeginać w różne strony. Zaczepia się albo przez pyszczek (obie wargi), albo przez oczodoły lub pod łukami skrzelowymi . Inny sposób polega na przeprowadzeniu haczyka tuż za płetwą grzbietową; w tym wypadku nie musimy, jak przy rybce żywej, unikać uszkodzenia kręgosłupa. Najpewniejsze ale i najkłopotliwsze jest założenie tak, aby z pyszczka wystawał tylko łuk haczyka, reszta zaś była skryta wewnątrz, a przypon wychodził bokiem w tylnej części tułowia . Trzeba go w tym celu przewlec długą igłą, a potem dołączyć do żyłki głównej. W miej scu wyjścia warto zacisnąć śrucinkę, żeby unieruchomić przynętę. Specjalne obciążanie martwej rybki nie jest w zasadzie potrzebne, ale czasami warto przekłuć jej pęcherz pławny, żeby lepiej tonęła. Najczęściej wybiera się sztuki mniej więcej 6-cm. Na sumy, duże sandacze i miętusy można użyć większych, 10-cm. Na klenie, okonie i miętusy w porze zimnej - mniejszych, nawet 4-cm. Choć na martwe rybki można łowić wiele gatunków - nawet szczupaka z jednej, a brzanę z drugiej strony - największą skuteczność wykazują w stosunku do sandacza i węgorza. Obaj ci asenizatorzy wodni, czyszczący dno z ryb śniętych, a toń ze schorowanych, cechują się niewielkim przełykiem. Stąd między innymi ograniczenie wielkości przynęty. Jeśli jednak nie rozporządza się rybami odpowiednio małymi, można użyć ich części. Dwie zyskały sobie szczególną popularność. Jedna to ogonek. Nazwa jest w tym wypadku dość rozciągliwa; jeśli bowiem rybka jest niewielka, to tnie się tuż za głową. Przy większych - w okolicy płetwy grzbietowej, a jeszcze większych - koło odbytu. Przednich części lepiej nie wyrzucać, bo w razie wyczerpania się zapasu można ich także użyć jako przynęty. Ogonek nakłada się na haczyk tak, aby mógł się swobodnie poruszać. Druga to filecik. Połączenie wysokiej skuteczności z dobrym wykorzystaniem rybki wymaga dość skomplikowanego sposobu wykrawania. Najpierw nacinamy skórę od brzucha do grzbietu, nieco skośnie do tyłu, zaczynając u nasady płetwy piersiowej. Następnie prowadzimy nóż wierzchem grzbietu aż do płetwy ogonowej, którą dzielimy na dwie połowy: górna niech zostanie przy prawej, dolna - przy lewej połowie tułowia. Płetwę grzbietową okrawamy przy tym z obu stron. Kolejne cięcie biegnie jamą brzuszną i dalej, omijając płetwę odbytową, do ogonowej . Tam kończymy je tak, aby dolna jej połowa pozostała z lewą stroną tułowia. Teraz wystarczy wsunąć nóż pod skórę przez cięcie pierwsze, za głową, i palcem przycisnąwszy skórę do ostrza pociągnąć, odrywając od tkanki mięsnej płat kończący się przy płetwie grzbietowej. Ostatnim cięciem, poprowadzonym w poprzek mięśni, dochodzi się do szkieletu, a potem, już pod warstwą mięsną, wzdłuż niego na odległość centymetra. Pozostawiając tam nóż, przyciskamy do niego mięśnie palcem i kolejnym pociągnięciem odrywamy (nie odcinamy!) lewą połówkę od szkieletu. Pozostaje przy niej płetwa brzuszna i dolna połówka ogonowej. Podobnie oddzielamy drugi bok; przy nim pozostaną płetwy: brzuszna, odbytowa i górna część ogonowej. Resztę - szkielet z główną częścią umięśnienia grzbietu - odrzucamy. Jeśli na skórze pozostanie zbyt dużo mięsa, trzeba je ściąć, by warstwa nie była grubsza niż 6-8 mm. Trzeba starać się nie uszkodzić łusek, lub przynajmniej uszkodzić je jak najmniej. Im bardziej natomiast będą poszarpane krawędzie, tym lepiej. Znacznie prościej rzecz wygląda, kiedy rozporządzamy rybą większą i decydujemy się na jej wykorzystanie. Wówczas wystarczy z bocznej części wyciąć pasek szerokości około 3, długości około 8 cm, z nieco ponad 0,5-cm warstwą mięsa. Łuski również należy zachować możliwie w komplecie. Filecik z całej połówki przekłuwamy haczykiem dwukrotnie, w miejscu ostatniego cięcia, pozwalając kawałkowi samej skóry zwisać swobodnie. Oba fileciki właściwą skuteczność na sandacze, szczupaki, sumy i okonie wykazują w ruchu. Toteż używa się ich albo na sposób spiningowy, albo przez podciąganie skokami.

Pogoda

Niedziela, 05 września 2010

Pochmurno

Temperatura:
od 8 °C do 16 °C

Kierunek wiatru: północno-wschodni

Szybkość wiatru:
14.4 km/h

Czynnik chłodzący: 12.62°C

Wschód: 05:59
Zachód słońca: 19:21

Nawigacja

Logowanie

Użytkownicy online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 1 gość.