Na błystkę
Szybko i łatwo wyciągać dużo okoni - tak można by hasłowo określić istotne cechy łowienia na błystkę podlodową. Ciężka przynęta byskawicznie pogrąża się w wodzie, względnie gruba żyłka pozwala holować pewnie, bez wyszukanej ostrożności. Raz - i po wszystkim. Niestety, ma to i drugą stronę: nadaje się tylko na rybne łowiska, w okresach dobrego żerowania. Toteż całosezonową skuteczność metoda wykazuje tylko w okolicach obfitujących w jeziora nie poddane szczególnemu naporowi wędkarzy. Do takich należą przede wszystkim Mazury i Pomorze. Przyjezdnych zimą nie tak tam wielu, miejscowi mają więc luźno. Mogą zresztą wybierać nie tylko miejsca, ale i czas. Przy braniach dobrych łowią dużo, przy słabych - wcale. Nic ich nie przymusza do finezji. Tam, gdzie proporcje są odwrotne: wód niewiele, a na nich zagęszczenie wędkarzy, na błystkę łowi się tylko na początku zimy i w samej końcówce. Najlepiej jednak - z pierwszego lodu. Długość wędziska w tej metodzie należy dostosować do wzrostu i budowy łowiącego. Zaskakujące może nieco, ale uzasadnione. Chodzi mianowicie o to. by stojąc swobodnie i poprawnie trzymając wędkę, móc szczytówką dotykać otworu. Tak więc w skrajnych wypadkach długość ta może sięgać 1,2 m, jeśli ktoś jest nie tylko wysoki, ale i ma krótkie ręce. Na ogół jednak bywa mniejsza. Trzeba, dobierając ją, mieć na uwadze, że wędziska nie trzyma się za sam koniec: chwyt musi być wygodny, palce niech swobodnie sięgają do kołowrotka itd. Istota rzeczy tkwi w technice łowienia. Konieczne jest mianowicie ścisłe kontrolowanie aktualnego położenia błystki. Brzeg otworu stanowi zaś punkt odniesienia. Tym dokładniejszy, im bliżej niego znajduje się szczytówką. Powiedzmy, że łowimy przy dnie, od czego zresztą zawsze należy zaczynać. Opuściwszy na nie błystkę nawijamy nadmiar żyłki, aż przy naprężonej (ale przy błystce nadal przy dnie) szczytówką dotknie otworu. Jeśli ją teraz uniesiemy o 5 cm, to wiemy, że w tej samej odległości od dna znalazła się błystka. Możemy jej położenie zmieniać z dokładnością choćby do pół centymetra, co bynajmniej nie stanowi przesady. Gdyby koniec wędziska znajdował się o pół metra od lodu, już ocena 5-cm różnicy poziomów byłaby zawodna, a co dopiero mówić o skokach malutkich, 0,5-cm. Krótszych wędeczek można używać raczej tylko wtedy, kiedy się zna łowisko i wie się. że jest się akurat w miejscu żerowania, na przykład okoni - i tylko się czeka, aż podpłyną. Mają one bowiem zwyczaj podchodzenia falami; przemieszczają się w granicach kilkudziesięciu metrów, do jakiejś skarpy czy innego żerowiska, a za kwadrans czy pół godziny wracają. Wówczas można się za nimi nie uganiać, nie kuć wciąż nowych otworów. Zamiast tego - usiąść nad jednym przeręblem, ustalić, że np. kiedy szczytówka dotyka krańca cholewy, to błystka znajduje się przy dnie. Wystarczy teraz czekać, aż stado podejdzie. Tak właśnie łowią Szwedzi. Pokrywa lodowa jest u nich gruba, jej przebijanie żmudne. Nie szuka się więc ryby, tylko jeździ na pewne łowiska i zasiada. U nas natomiast, by mieć dobre wyniki, trzeba na ogół dobrze się nachodzić. Wybić otwór, poruszać kilka razy błystką; nie ma brań - iść dalej. Rozkładanie za każdym razem stołka czy innego siedziska, rozsiadanie się po to, by za chwilę ruszać znów, nie miałoby sensu. Stąd właśnie użyteczność wędziska, które można dokładnie orientować względem otworu. Drugorzędne znaczenie ma jego długość przy zacinaniu i holowaniu, choć liczą się takie względy jak możliwość manewru, zdolność amortyzowania itd. Szczytówkę wędziska warto zaopatrzyć w elastyczną końcówkę, zwaną kiwa-kiem, charakterystyczną przede wszystkim dla łowienia na mormyszkę. Jego rolę w wędzisku typu Pimpel odgrywa sprężysty pasek z przelotką. Żyłka, jak już wspomnieliśmy, może być gruba-w szczególnie sprzyjających warunkach nawet do 0,20, co w innych odmianach łowienia podlodowego byłoby nie do przyjęcia. Do kołowrotka odnoszą się uwagi sformułowane przy opisie wędki spławikowej. Kształty błystek są dostosowane do pracy w trakcie poruszania się w pionie. Cechę wspólną stanowi umiejscowienie środka ciężkości poniżej połowy, zazwyczaj w okolicy jednej trzeciej wysokości. Inaczej szybciej opadałaby część górna, kotwiczka lub haczyk zaczepiałyby więc o żyłkę i stale byśmy się borykali ze splątaniami. Długość błystek okoniowych mieści się najczęściej w granicach 2-3 cm; z zasady nie przekracza 5 cm. Większych, nawet 10-cm, używa się na sandacza. Barwa zależy od tego, jaki rodzaj pokarmu drapieżników przeważa w zbiorniku. Tam, gdzie występuje dużo uklei czy stynek, błystki powinny być jaśniejsze, ewentualnie nawet z elementami niebieskimi, jak to się praktykuje przy łowieniu siei. Kiedy jest więcej gatunków ciemny eh, jak karaś, lepiej skutkują takież barwy. Do wypróbowania pozostają też wątpliwe skądinąd zależności typu im ciemniej, tym błystka jaśniejsza. Na głębokościach dużych, gdzie zresztą także dociera niewiele światła, dobrze sprawdza się kolor żółty. Nie ma jednak reguł ogólnych. Uzbraja się błystki bądź wtopionymi haczykami, bądź swobodnie (na kółku łącznikowym) zawieszonymi kotwiczkami. Przy tym drugim sposobie należy unikać ostrych szarpnięć błystką (niewskazanych zresztą i z innych powodów). Prowadzą one często do zaplątania kotwiczki w żyłkę, nawet mimo poprawnego wyważenia samej przynęty. Pożytecznym dodatkiem bywa czerwony wabik. Nie ma on, jak się często uważa, maskować haczyka; stanowi (jak w spiningu) tylko dodatkowe uatrakcyjnienie. Może być z wełny, ale lepiej z tworzyw syntetycznych, gdyż taki mniej zakłóca pracę błystki. Ją samą, a przynajmniej prostsze jej wersje, można sporządzić samemu. Jeden ze sposobów polega na nalutowaniu cynowego korpusu na odpowiednio wygięty kawałek blachy. Jeśli wytniemy go z puszki po konserwach, pokrytej od wewnątrz żółtym metalem (coraz rzadziej się takie spotyka), to zależnie od tego, którą stronę pozostawimy wolną, uzyskamy grzbiet rozbłyskujący srebrzyście lub złociście. Cynę ostatecznie uformujemy pilnikiem. Pracę błystki trzeba sprawdzić w wodzie, na przykład w wannie, i ewentualnie podoginać lub dopiłować. Podobnych zabiegów wymagają często także błystki kupowane. Ważne jest też właściwe ustawienie haczyka. Jego ostrze powinno być równoległe do żyłki. Jeśli się to łączy ze zmniejszeniem chwytliwości, nie należy go odginać na zewnątrz, co często się czyni, tylko raczej zmienić na większy lub na dwa, tworzące jakby dwuramienną kotwiczkę. Błystkę trzeba do wiązywać za pośrednictwem kółka łącznikowego. Nie potwierdzają się teorie, że dodatkowe ruchome elementy metalowe powodują głośną jej pracę, trzeba więc ich unikać. Stąd dość rozpowszechniona praktyka wiązania żyłki bezpośrednio, co najwyżej z zabezpieczeniem cienką koszulką igelitową. Być może zresztą w pewnych okolicznościach istotnie skutkuje to lepszymi braniami. Normalnie jednak zdecydowanie korzystniejsze okazuje się zapewnienie błystce większej swobody drobnych ruchów - właśnie przez zastosowanie dodatkowego przegubu w postaci kółka łącznikowego. Choć łowienie na błystkę podlodową określa się często jako odmianę spiningo-wania pionowego, to sam jej ruch w górę i dół ma znaczenie niejako pomocnicze. Branie następuje z reguły w momencie jego zatrzymania, rzadziej - rozpoczynania. Praktycznie nigdy podczas. Sposób podstawowy polega na płynnym uniesieniu błystki znad dna, na wysokość kilkudziesięciu centymetrów do pół metra, i zatrzymywaniu. Jeśli przez chwilę nie ma pobicia, to ją opuszczamy, ale nie do samego dna, tylko zatrzymując kilka centymetrów, powiedzmy - 5, nad nim. Wykorzystujemy przy tym wspomniane wcześniej wymierzenie szczytówki względem otworu. Kształt błystki powoduje, że opada ona nie prosto, lecz kołysząc się, krążąc, uciekając na boki - to właśnie sprawdzamy zawczasu w wannie i ewentualnie doregulowuje-my. Z chwilą zatrzymania wędziska wchodzi w powoli gasnące wahnięcia. Właśnie w tym momencie najczęściej następują brania. Odczekujemy do momentu całkowitego uspokojenia błystki. Jak długo to trwa - też można z grubsza ustalić w wannie. Tu może się jednak liczyć także głębokość łowienia; ściślej - długość żyłki, czyli naszego wahadła. Pewnych wskazówek dostarcza też obserwacja kiwaka. Skoro na tej głębokości brań się nie doczekamy, przenosimy się z przynętą wyżej. Skręcamy na kołowrotek 10,20 czy 50 cm żyłki i powtarzamy ten sam ruch: płynnie do góry, chwila odczekania, opuszczenie. Tym razem nie trzeba już dbać o zatrzymanie błystki w precyzyjnie ustalonym miejscu, gdyż nie grozi jej opieranie się o dno, co spowodowałoby wyhamowanie wahań. Potem ewentualnie podnosimy o kolejne 0,5 m i tak dalej. Repertuar ruchów można, rzecz jasna, wzbogacić. Na przykład - opuszczając przynętę na raty. Zwiększa się wtedy liczbę jej zatrzymań, przy których najczęściej następują brania. To samo przy podnoszeniu jest mniej skuteczne, ale spróbować nie zawadzi. Nie zaszkodzi także co jakiś czas powprawiać jąw obroty czy rozhuśtać przez zataczanie szczytówką odpowiednich łuków w poziomie lub prawie w poziomie. Inaczej się pracuje błystką sandaczową- długą i o szczególnie nisko umiejscowionym środku ciężkości. Nie odrywa się jej od dna, tylko krótkimi ruchami szczytówki stawia i kładzie na przemian. Sprawia to wrażenie, jakby chora rybka bezskutecznie usiłowała się oderwać od dna. Złowienie sandacza to duża sztuka; wymaga wysokich umiejętności i nastawienia się już tylko na tego drapieżnika. Okonia w ten sposób do brania nie skłonimy. W pewnym sensie przeciwnie prowadzimy błystkę przy łowieniu siei w sposób opisany we wzmiance o tej rybie. Przypomnijmy: podciągamy ją i opuszczamy przez całą wysokość łowiska, od dna do lodu. Szansę brania podwajamy, kując dwa otwory w odległości równej głębokości wody, umieszczając w każdym z nich po błystce i chodząc od jednego do drugiego. Kiedy jedna przynęta wędrowuje w górę, druga opada. Przez pewien czas przepisy wykluczały używanie dwóch wędek jednocześnie. Metodę na chodzonego stosowano więc zjedna błystką. Miarę jej położenia stanowiła odległość wędkarza od przerębla, podobnie jak przy normalnym operowaniu przynętą odległość szczytówki od krawędzi otworu. Obecnie zakazu łowienia na dwie wędki nie ma, można więc powrócić do wersji klasycznej - choć i ta jednowędkowa ma swoje zalety. Powróćmy jednak do łowienia okoni, w naszych warunkach stanowiącego podstawę tej metody. Dodatkowe uatrakcyjnienie błystki można osiągnąć zakładając na haczyk przynętę naturalną. Najczęściej się używa larwy ochotki. Doskonałe wyniki daje także oko okonia złowionego uprzednio, zakładane tak, aby nie uszkodzić źrenicy. Branie tej ryby przejawia się często ledwie odczuwalnym trąceniem. Czasem - także zmniejszeniem naprężenia żyłki lub jej przesunięciem w bok. Wyczucie go wymaga stałego skupienia uwagi. Bardzo pomocny bywa wspomniany wyżej kiwak. Zacinać trzeba natychmiast, ale łagodnie. Holować nie nazbyt energicznie, żeby nie urwać kruchej wargi okoniowej.

Pogoda

Niedziela, 05 września 2010

Pochmurno

Temperatura:
od 8 °C do 16 °C

Kierunek wiatru: północno-wschodni

Szybkość wiatru:
14.4 km/h

Czynnik chłodzący: 12.62°C

Wschód: 05:59
Zachód słońca: 19:21

Nawigacja

Logowanie

Użytkownicy online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 1 gość.