Mormyszka
Nazwa mormyszka pochodzi z rosyjskiego, w którym to języku oznacza kiełża. W praktyce wędkarskiej używa się jej w stosunku do grupy przynęt niekoniecznie do tego skorupiaka podobnych, ale mających pewne wspólne cechy. Metoda należy do finezyjnych. Wymaga delikatnego sprzętu i wysokiego kunsztu w posługiwaniu się nim. Toteż szeroko jest stosowana głównie tam, gdzie sytuacja do tego zmusza: okolice wielkich skupisk miejskich, niezbyt zasobne w wody. Krótkość dnia zimowego powoduje dodatkowe zagęszczenie wędkarzy na łowiskach, gdyż siłą rzeczy daleko się nie chodzi, a więc wszyscy spotykają się niemal w jednym miejscu. W odróżnieniu od przemysłowej niemal błystki, mormyszka pozwala uzyskiwać w takich okolicznościach wyniki w ciągu całego sezonu, nie tylko na początku i końcu. W jego części środkowej, między pierwszym lodem a przedwiosennym ożywieniem białorybu, stanowi praktycznie jedyny pewny sposób na wydarcie ryby; o ile w ogóle można mówić o czymkolwiek pewnym w wędkarstwie. Jest skuteczna w stosunku do wszystkich ryb, z wyjątkiem dużych drapieżników, jak sandacz czy miętus. Wędzisko w tej odmianie łowienia podlodowego powinno być jak najkrótsze. Przepisy ustalają najmniejszą jego dopuszczalną długość na 30 cm, co akurat należałoby uznać za granicę górną. Szczęśliwie jednak nie sprecyzowały, za które miejsce należy je trzymać. Daje to możliwość pogodzenia wymogów formalnych z praktycznymi - przez zwykłe przedłużenie wędziska w drugą stronę, poza rękojeść. Przy tak mimo wszystko symbolicznej długości z powodzeniem wystarcza jedna tylko przelotka, szczytowa -jeśli nie liczyć drugiej, umieszczonej na nieodzownej w tej metodzie końcóweczce sygnalizacyjnej, zwanej pospolicie kiwa-kiem. Jego funkcja nie ogranicza się zresztą do samej tylko sygnalizacji; łagodzi on także zbyt nerwowe ruchy wędziska. Za najlepszy materiał powszechnie uważa się gruby włos ze szczeciny dzika (z partii grzbietowej nad łopatką, tzw. chybu). W użyciu są też rozmaite inne materiały: grubsza żyłka lub zbliżony do niej, lecz jeszcze grubszy włos z plastikowej szczotki do zamiatania, cienka struna gitarowa, sprężynka taka jak od długopisu, kawałek gumki wentylowej. Te dwa ostatnie mogą zarazem pełnić rolę przelotek, lecz to rozwiązanie, raczej prymitywne, należy traktować jako ostateczność. Porządny kiwak powinien być zaopatrzony w maleńką przelotkę szczytową z cienkiego drutu. Do wędziska mocujemy go poprzez uchwyt umożliwiający skracanie lub wydłużanie jego pracującej części, zależnie od ciężaru przynęty i głębokości łowienia. Dłuższy zapewnia czulszą sygnalizację, ale też utrudnia przekazywanie mormyszce delikatnych ruchów wędziska. Do najprostszych regulatorów wysunięcia kiwaka należy kawałek rurki wentylowej. Zdecydowanie pewniejszy jednak jest miniaturowy zacisk, w którym położenie sygnalizatora ustala się za pomocą śruby. Mosiężny korpus można uzyskać ze starej oprawki żarówkowej lub innego podobnego urządzenia, łeb śruby natomiast trzeba zeszlifować i dolutować do niego okrągłą tarczkę z blachy, o radełkowanych brzegach. Istnieje grupa wędzisk całkowicie odmiennych. Szczytówka jest w nich wprawiana w ruch za pomocą napędu bateryjnego. Warte zainteresowania są tylko te, które zapewniają regulację szybkości ruchów w bardzo szerokich granicach {elektroniczne). Jeśli cały jej zakres mieści się między - powiedzmy - 250 a 300 ruchów na minutę, to nie warto sobie głowy zawracać. Przydatność bowiem taka wędka wykaże tylko w okresach natężonego żerowania ryb - na lodzie pierwszym i ostatnim. Żyłka w tej metodzie musi być jak najcieńsza - 0,12 lub nawet 0,10. Odpowiednio też trzeba dobrać kołowrotek. Przynętę, czyli właśnie ową mormyszkę, stanowią bryłki metalu o różnych kształtach i wielkościach. Wspólną ich cechą jest sposób wtopienia haczyka. W większości modeli tworzy on z żyłką kąt prosty, w niektórych, jak fasolka czy ziarno owsa - 45° (ściślej: 135°). Muszą się przy tym znajdować w jednej płaszczyźnie; ma to decydujące znaczenie dla chwytliwości. Nie może więc żyłka wchodzić w bok od linii trzonka ani płaszczyzna łuku kolankowego odbiegać od pionu. Ogólnie mormyszka jest tym skuteczniejsza, im mniejsza. Z kolei dla poprawnego posługiwania się nią, kierowania jej ruchami, ważne, aby była jak najcięższa. Te dwa sprzeczne dążenia godzi się, sporządzając korpus z metalu możliwie ciężkiego. Najbardziej ceni się wolfram, o ciężarze właściwym przeszło 19 g/cm3, a więc zbliżonym do złota. Niestety, jest mało dostępny i trudny w obróbce; nie wchodzi w grę odlewanie, wobec bardzo wysokiej temperatury topnienia (przeszło 3000°C). Toteż najpowszechniej używa się ołowiu. Ze względu na możliwość lutowania stosuje się też czasem jeszcze lżejszą cynę. Niekiedy także - łatwo obrabialne i nieco od niej cięższe stopy: brąz i mosiądz. Sam kształt mormyszki nie odgrywa aż tak wielkiej roli. Dobierając go dąży się często nie tyle do wiernego naśladowania konkretnego żyjątka (choć to nigdy nie zaszkodzi), ile do nadania odpowiednich cech hydrodynamicznych. Chodzi o to, by opadając przynęta wchodziła w ruchy kołyszące. Całkiem drugorzędne znaczenie ma barwa. Choć mormyszki można kupić, nie zawadzi opanować umiejętność ich sporządzania samemu. Do modeli większych nadaje się forma gipsowa. Jeśli się w niej umieści drucik stalowy, to po jego wyciągnięciu z odlewu uzyskujemy od razu kanalik na żyłkę. Możemy go też wywiercić w gotowym korpusie. W każdym wypadku trzeba jego brzegi następnie złagodzić, by nie uszkadzały żyłki. Do wzorów mniejszych, o prostych kształtach, za formę może służyć wyżłobienie w połówce surowego ziemniaka. Dla uzyskania kanalika można wbić pod odpowiednim kątem igłę, którą się potem z ostudzonej bryłki wyciąga. Jeszcze mniejsze, a zarazem dwubarwne (czerwono- lub złocisto-srebrzyste) uzyskuje się przez wycięcie płatka cienkiej folii miedzianej lub mosiężnej, wyciśnięcie w nim wgłębienia stalową kulką (np. od łożyska) lub owalnie uformowanym końcem twardego pręta, a następnie wlutowanie w to haczyka z pozostawieniem dużej kropli cyny. Kanalik na żyłkę trzeba w tym wypadku przewiercić lub przebić igłą. Można wreszcie -jeśli się rozporządza materiałem i narzędziami - wytoczyć mormyszkę z wolframu, miedzi lub któregoś z jej stopów i wypolerować. Otwór zaś na wklejenie lub wlutowanie haczyka i na żyłkę - wywiercić. Łowimy, jak już wspomnieliśmy, na mormyszkę najmniejszą, jaka tylko przy danej głębokości prostuje żyłkę. To jeden z głównych powodów, dla których ta powinna być jak najcieńsza. O ile do głębokości 2-3 m potrzeba przynęty wielkości ziarnka pieprzu, o tyle przy przejściu na płyciznę jednometrową okaże się ona o połowę za duża. Można, oczywiście, i na nią łowić, ale brań wtedy będzie dużo mniej. Kiedy się z kolei przechodzi na głębokość większą, trzeba i mormyszkę założyć odpowiednio dużą. Przy owym ziarenku pieprzu wskaźnik nie będzie reagował na ruchy przynęty. Na mormyszkę pustą (bez dodatkowej przynęty) łowi się tylko w okresach natężonego żerowania: na samym początku zimy i pod koniec, kiedy już pod lód podpływają wody roztopowe. W tym okresie można do repertuaru ruchów włączyć dość szybkie pionowe drgania przynęty. W ich uzyskaniu pomagają właśnie wspomniane wyżej wędki elektryczne. Skutkuje to jednak tylko do głębokości 2-2,5 m. Przy większej rozciągliwość żyłki powoduje, że wędzisko drga, mor-myszka zaś pozostaje w bezruchu. W pozostałym okresie liczy się praktycznie tylko mormyszką wzbogacona założoną na haczyk przynętą naturalną. To podstawowy sposób posługiwania się tą metodą. Najczęściej stosuje się larwy ochotki i innych owadów oraz oko okonia. Stosownie do gatunku oczekiwanych ryb oraz ich przyzwyczajeń pokarmowych można też zakładać wszelkie inne przynęty naturalne, w tym roślinne. Potrząsanie tak wzbogaconą mormyszką tylko odstrasza ryby. Pozostają więc ruchy powolne - opuszczanie, podnoszenie, kołysanie, przesuwanie itd. Cały czas trzeba przy tym pilnie obserwować kiwak. Ułatwimy to sobie, trzymając wędkę pod kątem w stosunku do przedramienia, tak jak naturalnie układa się dłoń. Chwyt taki daje tę dodatkową korzyść, że można precyzyjniej operować przynętą. A ruchy szczytówki czasami muszą być dosłownie milimetrowe - co zresztą stanowi kolejny argument za tym, aby wędzisko było jak najkrótsze; im ono dłuższe, tym większy efekt na jego końcu daje znikomy nawet ruch przy rękojeści. Przygięcie, wyprostowanie czy inne ruchy kiwaka (oczywiście z wyłączeniem tych spowodowanych poruszaniem przynęty przez łowiącego) sygnalizują branie. Zacięcie powinno być natychmiastowe lecz delikatne. Ze zrozumiałych względów trzeba też ostrożnie holować.

Pogoda

Niedziela, 05 września 2010

Pochmurno

Temperatura:
od 8 °C do 16 °C

Kierunek wiatru: północno-wschodni

Szybkość wiatru:
14.4 km/h

Czynnik chłodzący: 12.62°C

Wschód: 05:59
Zachód słońca: 19:21

Nawigacja

Logowanie

Użytkownicy online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 1 gość.