W rzekach krainy ryb łososiowatych (potokach oraz mniejszych i średnich rzeczkach pstrągowych) łowimy najczęściej zestawem lekkim. Im woda głębsza i bystrzejsza, tym przynęta cięższa; z reguły jednak nie przekracza 15 g.
W okresie wczesnowiosennym (luty-maj) prowadzimy ją w poprzek nurtu lub skośnie pod prąd. Wymaga to użycia cięższych wahadłówek lub przystosowanych do takiej pracy obrotówek: Long. Comet, albo też głębiej pracujących woble-rów. Także umiejętnie prowadzone skoczki są w wiosennej wodzie, jeszcze lekko podwyższonej, lecz już oczyszczonej - skuteczne na pstrągi. Wiąże się to z przypadającym na kwiecień tarłem minoga strumieniowego.
Przynętę należy w tym okresie prowadzić powoli, lecz nie jednostajnie, między połową a trzema czwartymi głębokości wody. To wystarczy, by sprowokować pstrąga, który wczesną wiosną żeruje nienadzwyczajnie, ale przez cały prawie dzień; najlepszy czas przypada między dziesiątą przed południem a czwartą po południu. Szczególnie obiecujące miejsca (domniemane stanowiska ryb) warto przeczesywać systematycznie, różnego rodzaju przynętami. Brak szaty liściowej na nadbrzeżnych drzewach i krzewach zmusza do zachowania szczególnej ostrożności przy podchodzeniu do brzegu. Zwłaszcza że łowimy na wprost lub powyżej kryjówki ryby, a więc w polu jej względnie dobrego widzenia.
Poczynając od maja i aż do końca sierpnia łowimy na przynęty mniejsze i lżejsze. Z zasobu błystek obrotowych wybieramy małe lub bardzo małe (nr 0-3) typu Aglia, najskuteczniejsze zaś jest prowadzenie z prądem wzdłuż podmytych brzegowych, stromych skarp omywanych nurtem lub między warkoczami roślinności. O ile warunki pozwalają, staramy się łowić brodząc. W przeciwnym razie zachowujemy szczególną ostrożność - w terenie odkrytym nie podchodzimy do brzegu, spodziewane stanowiska ryb obrzucamy z daleka, podchodząc - zależnie od warunków terenowych - poniżej lub powyżej nich, na odległość rzutu lekką przynętą. Szczególnie starannie (pod względem precyzji rzutów) przeczesujemy wszelkie głębsze przewężenia lub strugi szybszego nurtu, utworzone przy leżących na dnie przeszkodach (pnie, korzenie), oraz miejsca za takimi przeszkodami.
Rzuty powinny być bardzo dalekie lecz celne, w punkt, z zastopowaniem lotu błystki i rozpoczęciem zwijania żyłki jeszcze kiedy przynęta pozostaje w powietrzu. Padając na powierzchnię natychmiast rozpoczyna pracę, a to często powoduje natychmiastowy atak ryby. Ściąganie błystki musi być na tyle bystre, żeby poruszała się szybciej niż woda, płynąca przecież w tym samym kierunku. To warunek wprawienia skrzydełka w obroty. Głębokość prowadzenia mała i średnia, czyli od warstwy najwyższej, przypowierzchniowej, do połowy wody. Tylko z rzadka, w głębokich i długich rynnach, można zejść do trzech czwartych; uwaga przy tym na liczne zaczepy.
W takich warunkach sprawdzają się tylko obrotówki o szerokiej pracy skrzydełka i nienagannym, natychmiastowym starcie. Właściwie zmontowane, dają rotację żywą, odczuwaną przez wędkarza i wabiącą ryby, przy prędkości już nieznacznie większej od szybkości wody.
Stanowiska ryb niemożliwe do obłowienia tą metodą - powyżej zwisających nad powierzchnią gałęzi, zawad itd. - trzeba przeczesać w poprzek nurtu lub pod prąd, stosując przynęty odpowiednie do tego kierunku prowadzenia: błystki obrotowe typu Comet albo Long, wahadłowe, woblery, skoczki; czyli takie, jak używane w okresie wiosennym.
Polując na troć lub głowacicę w większych i głębszych, często wręcz bardzo głębokich rzekach krainy ryb łososiowatych, posługujemy się techniką właściwą do łowienia pstrągów w okresie wiosennym. Sprzęt jednak musi być odpowiednio cięższy (spining średni lub ciężki), także przynęty powinny być większe i cięższe (lub dociążone) oraz dawać się prowadzić w silnym nurcie na połowie do trzech czwartych głębokości. Grubość żyłki trzeba dostosowywać przede wszystkim do ilości zaczepów. I tak np. o ile w okolicach Karlina, gdzie Parsęta w nie obfituje, lepiej używać średnicy 0,40, o tyle poniżej, gdzie koryto jest gładsze, wystarczy już tylko 0,35.
Precyzja i celność rzutów mają tu znaczenie nieco mniejsze, ze względu na wielkość rzek. Najważniejsze są głębokość i sposób poruszania się przynęty. Prowadzenie musi być bardzo powolne, przeplatane jedno- do dwusekundowymi przerwami w zwijaniu żyłki na przemian z krótkimi, pół- do jednometrowymi jej zrywami (jeden do dwóch szybkich obrotów korbką). W trakcie ściągania po rzucie średniej długości (około 25 m) należy wykonać trzy-cztery tego typu manewry przynętą, starając się, by wypadły na moment, gdy znajduje się ona

Spiningowanie w rzekach nizinnych: a - kierunki ściągania przynęty (zakreskowany obszar najkorzystniejszy), b - głębokość i tempo prowadzenia (bs - bardzo szybko, s - szybko, śs - średnio szybko, ż - żwawo, b - bystro, p - powoli)
w najbardziej strategicznych miejscach swej trasy. Należą do nich: punkt rozpoczęcia pracy przy dnie pod skarpą brzegu przeciwnego, środek głównego nurtu, dojście do skarpy brzegu, z którego łowimy, a także wszelkiego typu zaobserwowane stanowiska ryb (podwodne przeszkody, progi itp.). Jak widać, szczególnie w tym wypadku jest ważne, aby w każdej chwili orientować się, gdzie się naprawdę znajduje akurat przynęta - zarówno co do poziomu, jak i pionu. A to wcale nie jest łatwe.
W rzekach nizinnych zastosowanie znajdują wszystkie odmiany spiningu, przy czym wybór zależy od szerokości i głębokości wody oraz siły prądu, a także gatunku ryb, na jaki się nastawiamy. Stosując przynęty niewielkie, zyskujemy szansę na złowienie wszelkich występujących tu drapieżników. Dobierając duże, wykluczamy znaczną ich część: okonia, jazia, klenia, bolenia, często także sandacza. W praktyce pozostają więc szczupak i sum. W średniej wielkości rzekach, w odcinkach odpowiadających górnej części krainy leszcza lub krainie brzany. użycie lekkiego zestawu z małymi przynętami nie tylko uatrakcyjni łowienie, ale także zestaw zdobyczy rozszerzy o brzanę i świnkę (poza typowymi: szczupakiem, okoniem, kleniem czy jaziem).
W wodach tego rodzaju szczególnego znaczenia nabiera umiejętność właściwego wykorzystania różnorodnych dociążników. Umożliwiają one przeczesywanie niewielkimi i lekkimi przynętami głębszych partii nurtowych. Ponadto pozwalają na uatrakcyjnienie ich pracy przez nadanie im ruchów pionowych, niezwykle nęcących większość drapieżników, zwłaszcza zaś okonia i sandacza. Uzyskujemy to przez zwalnianie obrotów korbki aż do wyczuwalnego puknięcia ciężarka o dno, na przemian z energicznym podniesieniem przynęty przez odpowiedni ruch szczytówki lub szybsze zakręcenie korbki.
Prowadzić można we wszelkich kierunkach. Zdecydowaną przewagę, jeśli chodzi o skuteczność, wykazuje ściąganie w poprzek nurtu lub skosem pod prąd. Prowadzenie z biegiem rzeki ma zastosowanie bądź w odcinkach o wolnym przepływie, bądź w partiach o prądach wirowych (strefa przybrzeżna) lub wstecznych.
Głębokość i szybkość prowadzenia zależą przede wszystkim od spodziewanej zdobyczy i pory roku. Orientacyjnie można to ująć w sposób następujący (0 - przy powierzchni, 1 - przy dnie):

Zarówno tymi wskazówkami, jak i spotykanymi w literaturze czy przekazach wędkarskich opisami stanowisk typowych dla poszczególnych gatunków, nie należy się- nie przecząc ich słuszności - kierować bezkrytycznie. Często warto z tym poeksperymentować. Kilkanaście lat temu sensacyjnie się zakończyły towarzyskie zawody spiningowe na jednej z dużych rzek Wielkopolski. Podczas gdy wszyscy ruszyli hurmem w miejsca typowo szczupakowe, a więc przede wszystkim nad spokojne zatoki czy wypłycenia między główkami, jeden zawodnik wybrał odcinek zdumiewająco odbiegający od potocznych wyobrażeń: brzeg równy, dno wyłożone grubym kamiennym narzutem, spadek 45°, nurt silny. Swoją Algą nr 3 - kopytem siedmiodekowym - skusił okazy największe. Jak się zresztą okazało, wynik ten bynajmniej nie był przypadkowy.
W wodach stojących głównym celem łowienia na spining będą: szczupak, okoń i sandacz, rzadziej - sum. W nielicznych tylko wypadkach można liczyć na coś z rodziny łososiowatych: troć jeziorową, pstrąga. Występujące czasem kleń, boleń czy jaź dają się - w odróżnieniu od łowisk rzecznych - skusić tylko przypadkowo. Zdarza się natomiast złowić większe okazy ryb niedrapieżnych: leszcza, wzdręgi.
Wody stojące cechują się różnorodnością. Zalicza się do nich zarówno jeziora, same z siebie już niezwykle zróżnicowane, jak i zbiorniki zaporowe (również całkiem odmienne w zależności od tego, czy górskie, przejściowe czy nizinne), wszelkiego typu wyrobiska (glinianki, żwirownie, torfianki) oraz zagospodarowane do celów wędkarskich stawy. Za tym idzie rozmaitość możliwości połowowych. Zależą one od wielkości zbiornika, jego głębokości, ukształtowania linii brzegowej, rodzaju i obfitości roślinności wynurzonej i miękkiej, a także od sposobu zagospodarowania: pomosty, wypożyczalnie łodzi itd.
Warunki do łowienia z brzegu istnieją w stosunkowo niewielkich zbiornikach z głęboką strefą przybrzeżną, słabo rozwiniętą roślinnością wodną i dostępnymi brzegami. Będą to przede wszystkim wyrobiska, ale także niektóre jeziora, zwłaszcza typu rynnowego, z bardzo wąskim pasem trzcin i rozpoczynającym się blisko brzegu stokiem ławicy przybrzeżnej, oraz zbiorniki zaporowe, zazwyczaj pozbawione roślinności wodnej. W tych wypadkach niezbędne okazują się zazwyczaj buty biodrowe, umożliwiające osiągnięcie i wykorzystanie każdego dostępnego stanowiska. Dzięki nim nie sprawi kłopotu zarówno wykonywanie rzutów wzdłuż roślinności, po wejściu w trzciny, jak i uwolnienie przynęty od zaczepów, obfitych w tej strefie.
Jeżeli tylko warunki pozwalają, zaczynamy od rzucania wzdłuż linii brzegowej lub bliskiego jej pasa roślinności. Następnie kolejno przeczesujemy całe łowisko dostępne od naszego stanowiska. Tu wybitnie się przydaje umiejętność wykonywania rzutów dalekich. Głębokość i prędkość prowadzenia przynęty trzeba dobrać do charakteru łowiska, rodzaju roślinności, pory roku oraz, oczywiście, oczekiwanego gatunku ryby. Można tu przyjąć zależności takie same jak w rzekach nizinnych.
Przy rzutach prostopadłych do linii brzegowej penetrujemy najczęściej najgłębszą strefę łowiska. Przynętę zatem (tonącą) kładziemy na dnie, co sygnalizuje zaprzestanie zatapiania żyłki. Według czasu jej tonięcia oceniamy głębokość wody. Następnie dość ostro odrywamy ją od dna. Po tym, jak odczuwamy charakterystyczną wibrację, poznajemy, czy nie nagarnęliśmy roślin, liści, muszli itd.
W miejscach o ostrym spadku dna, jeśli nasza przynęta startuje ze znacznej odległości, po kilku obrotach korbką zaprzestajemy ściągania, pozwalając jej ponownie opaść na naprężonej pod jej ciężarem żyłce. Kiedy się położy, wszystko powtarzamy. I tak kilka razy, aż znajdzie się w strefie przybrzeżnej. Przy łowieniu okoni skoki te powinny mieć długość do 2 m, przy sandaczach - nieco więcej, 3 do 4 m, a przy szczupakach i sumach muszą być długie, 5 do 6 m. Szybkość prowadzenia -jak w rzekach.
Technikę tę można stosować zarówno przy błystkach wahadłowych, jak i obrotowych, woblerach tonących lub nietonących, obciążonych bezpośrednio lub na bocznym przyponie, wreszcie skoczkach, do takiego sposobu prowadzenia szczególnie przystosowanych.
W zbiornikach o strefie przybrzeżnej płytkiej i porośniętej należy stosować lekkie błystki wahadłowe oraz obrotowe o silnej rotacji, a także - lub może przede wszystkim - woblery pływające. Wszelkie te przynęty prowadzimy nad łąkami podwodnymi lub w korytarzach między roślinnością wynurzoną.
We wszystkich wypadkach niezależnie od wartości przynęt, wynikających z ich konstrukcji, trzeba sięgać po korzyści z umiejętnego ich prowadzenia; zwłaszcza zaś - zmiany głębokości, czyli ruchy w pionie. W wypadku modeli tonących uzyskujemy to przez opisane wcześniej układanie na dnie, a następnie unoszenie przez manewr wędziskiem uzupełniony zwijaniem żyłki. Woblery pływające będą się natomiast zagłębiały w trakcie ściągania, a wędrowały w górę pod wpływem własnej wyporności, kiedy prędkość prowadzenia się zmniejszy.
Na atak ryby powinniśmy być przygotowani właśnie w momentach zmian rodzaju ruchu: przy unoszeniu z dna, wypływaniu woblera, rozpoczęciu opadania przynęty tonącej po zaprzestaniu prowadzenia po prostej. Branie odczuwamy łatwo, jeśli następuje w trakcie zwijania żyłki. Gorzej, gdy wypada ono podczas :padania lub samorzutnego wypływania. Toteż także w trakcie tych ruchów bezwładnościowych trzeba zachowywać stały kontakt z przynętą. Stałe naprężenie żyłki uzyskamy przez właściwe ustawienie wędziska. W każdej chwili musimy być gotowi do zacięcia. Sygnał do niego może stanowić każda zauważona lub odczuta zmiana w ruchu przynęty. Bywa ona sygnalizowana poluzowaniem żyłki, czasem nawet zwiśnięciem, nieuzasadnionym zaprzestaniem tonięcia lub wypływania itd.
Wszystkie te elementy aktywnego łowienia są w pełni do zastosowania także przy łowieniu z łodzi. Umożliwia ona dodatkowo swobodny wybór łowiska. W znacznym stopniu też zmniejsza niebezpieczeństwo utraty blachy czy woblera na nieuniknionych zaczepach. Zawsze bowiem można podpłynąć od strony najkorzystniejszej, z której łatwo będzie kotwicę odczepić. Pozwala wreszcie na wykorzystanie pełnego zestawu przynęt. Szczególne jednak możliwości otwierają tu przed skoczkami, czyli twisterami. Można - i należy -je prowadzić nie tylko w warstwie przydennej, lecz także połowie lub jednej trzeciej głębokości.

