Drewienko
W literaturze zachodniej występuje ono pod nazwą drewienka tyrolskiego (ti-roler Hoelzl). Umożliwia m.in. łowienie na mokre sztuczne muszki z użyciem sprzętu spiningowego. Można też z nimi dotrzeć do miejsc niedostępnych dla zwykłego zestawu muchowego. Trzeba jednak mieć na uwadze, że ze względu na zastosowanie obciążenia metody tej nie można uważać za sztuczną muszkę w rozumieniu regulaminowym. W wodach więc, w których tylko ją się dopuszcza, nie wolno łowić z drewienkiem.
Ma postać patyczka, zakończonego z jednej strony zaokrąglonym ciężarkiem ołowianym, z drugiej - przewężonego i zaopatrzonego w uszko do mocowania żyłki. Można je również sporządzić z zaślepionej rurki plastikowej, byle wystarczająco wytrzymałej mechanicznie. W takiej wersji bywa sprzedawane. Warto mieć kilka sztuk różnych wielkości - powiedzmy od 7 do 12 cm.
Pod względem sposobu użycia drewienko stanowi kolejną odmianę paternostera. W innych krajach mocuje się do żyłki głównej po kilka przyponów; nasze przepisy dopuszczają tylko jeden.
Zestaw zarzuca się w poprzek nurtu i zamyka kabłąk kołowrotka. Drewienko zachowuje się jak rodzaj wańkiwstański: ołów trzyma je przy dnie, część lekka się unosi. Pod działaniem prądu powinno się półkolem przemieszczać w kierunku naszego brzegu. Dla lepszego kontaktu z muszką dobrze jest żyłkę trzymać drugą ręką. W razie zatrzymania drewienka pociągamy nią i poruszamy szczytówką, aż ruszy dalej. Jego uderzenie o dno przenosi się poprzez przypon na muszkę, wprawiając ją w drganie, prowokujące ryby do ataku. Po kilku rzutach z jednego miejsca przechodzimy parę kroków i ponawiamy serię.
Branie odczuwa się jako wyraźne drgnięcie. Kwitujemy je zacięciem natychmiastowym i delikatnym.
Do łowienia nadają się przede wszystkim rzeki bystre, o dnie drobnokamienistym, żwirowym lub piaszczystym. Lepiej unikać miejsc z dużymi kamieniami i innymi zawadami, w których drewienko może się zakleszczyć na dobre. Można natomiast próbować go w wodach stojących lub leniwie płynących, o dnie mulistym. Wtedy, rzecz jasna, zestaw trzeba sprowadzać samemu, podobnie jak przy spiningowaniu przydennym - tyle że raczej nie skokami. Zdobyczą stają się nie tylko pstrągi i lipienie, lecz także brzany, klenie, jelce, a nawet płocie. Latem zaś na skraju nurtu można skusić wręcz krąpia i leszcza.
Drewienka tyrolskiego można używać też z innymi przynętami, także naturalnymi, jak np. polne koniki. W ten sposób w bystrych rzekach w rodzaju podhalańskiego odcinka Dunajca czy pomorskiej Dobrzycy łowi się brzany, klenie, a nawet leszcze.

